Śmieci na zawodach trialowych

Dlaczego biegamy w górach? Dlaczego wybieramy leśne single tracki, zamiast asfaltu? Dlaczego wybieramy przeprawy przez strumienie, zamiast klimatyzowanych hal, albo podbiegi, które palą płuca zamiast gładkiej bieżni?
Odpowiedź jest prosta: bo kochamy to. Kochamy zapach lasu po deszczu, widok świtu nad grzbietem, uczucie wolności, gdy zostawiamy za sobą cywilizację i zostajesz tylko ty szlak i góry. Bo tam jest piękno, które trudno znaleźć gdzie indziej.
Środowisko trailowe, górskie, rowerowe, ogólnie outdoorowe – łączy nas coś więcej niż sport. Łączy nas szacunek do natury, potrzeba kontaktu z dziką przyrodą, świadomość, że jesteśmy gościmy w domu setek gatunków zwierząt i roślin. To nie są puste słowa – to fundament naszej wspólnoty. Dlatego właśnie jesteśmy tu, a nie na stadionie. Ale mam problem. I podejrzewam, że wielu z Was też go zauważyło.
Po zawodach trailowych, po rajdach rowerowych, po ultramaratonach górskich – zostają ślady. Ale nie te, które powinny. Nie tylko odciski butów czy opon, które zmyje pierwszy deszcz. Zostają opakowania po żelach, wyrzucone kubeczki, plastikowe opakowania po batonikach, puste bidony. Czasem mnóstwo tego.
I tu właśnie pojawia się paradoks, który mnie boli: kochamy te góry, te lasy, te szlaki – ale zostawiamy w nich śmieci.
Ludzie, którzy wybierają bieganie czy jazdę w górach zamiast miejskich parków, robią to przecież właśnie dlatego, że szanują naturę. Przynajmniej tak sobie to tłumaczę. Wierzę, że tak właśnie jest. A jednak problem jest realny i narasta z każdym rokiem, z każdym nowym zawodnikiem, z każdą kolejną masową imprezą.
Nie piszę tego artykułu żeby kogoś osądzać, czy wytykać palcami. Zdaję sobie sprawę, że mimo wszystko większość z nas ludzi outdooru podchodzi do natury z szacunkiem i zabiera swoje śmieci ze sobą. Jednak są wyjątki i jest ich niestety trochę patrząc na trasę, po której biegnę. Co jakiś czas pojawia się jakiś papierek czy opakowania po zużytym żelu. Piszę to, bo wierzę że możemy być lepsi. Że jako środowisko outdoorowe możemy pokazać innym jak łączyć sport z szacunkiem do natury. Że da się biegać ultra, walczyć o wynik i jednocześnie nie zostawiać po sobie śladów.
Dlaczego tak się dzieje?
Na początek należałoby się zastanowić dlaczego tak się dzieje i co może być przyczyną.
Punkty odżywcze na trasie
Na większości zawodów, w których brałem udział, z automatu odpada problem ton plastikowych kubeczków. Organizatorzy oferują najróżniejsze napoje, ale pojemnik do jego spożycia zawodnik musi mieć swój – czy to w postaci składanego kubeczka, bidonu, czy softflaska. Prosta rzecz, a załatwia naprawdę duży problem z posprzątaniem tego po zawodach, tak jak ma to miejsce na imprezach miejskich typu maratony czy pół maratony, gdzie plastikowe kubeczki walają się po trasie w znacznej odległości do punktów żywieniowych. A jeśli chodzi o pozostałe śmieci, których jest nie mało na punktach żywieniowych to nie spotkałem zawodów, w których by organizator po imprezie nie posprzątał.
Presja wyniku i czasu
W niektórych, ale zakładam nielicznych przypadkach może to być przyczyną. Ktoś jest mocno zafiksowany na swoim zegarku i nie skupia się dostatecznie na tym, czy aby na pewno opakowanie po właśnie wciągniętym żelu wylądowało w jego kieszeni. Zakładam, że ta sytuacja nie dotyczy elity, oni biegną tak szybko, że ilość opakowań, które zużywają na całej trasie jest znikoma w stosunku do tego, co ja ze sobą zabieram. Elita zazwyczaj zabiera kalorie, które wystarczą im na dobiegnięcie do kolejnego punktu żywieniowego, a tam otrzymują porcję na kolejny odcinek. Nie tak jak ja, który zabiera do plecaka domowe naleśniki, i inne przysmaki.
Ktoś to posprząta
Tu trochę jest tak jak z ogólnie przyjętą turystyką – jest turysta i turysta. I mentalność tych drugich może być odmienna – w tym sensie, że odpowiedzialność za śmieci przerzucają po prostu na ludzi zajmującymi się danym parkiem narodowym, czy po prostu nadleśnictwem. Oczywiście organizator po zawodach ogarnia wszelkie śmieci, chociażby te w postaci taśm zawieszonych na drzewach znakujących trasę. Ale nie dokładajmy im dodatkowej roboty, bo i tak mają sporo na głowie. I pewnie w większości przypadków robią to wolontariusze poświęcając swój czas. Sam kilka lat z rzędu zabezpieczałem trasę lokalnych zawodów, które pewnie wielu z Was kojarzy. Więcej o tym znajdziecie w relacjach z Forest run. Nie wiem jak Wy, ale jak takie coś zauważę to od razu zwracam uwagę. Oczywiście w dużej mierze to zależy od człowieka, czy weźmie sobie to do serca i zapamięta, by na kolejnych zawodach zabrać papierek po batoniku ze sobą. Raz też mi się zdarzyło, że przypadkowo upuściłem papierek i ktoś za mną krzyknął do mnie – za co jestem mu wdzięczny.
Brak świadomości
Nie chce mi się w to wierzyć, ale może niektórym brakuje świadomości, jak takie śmieci wpływają na cały ekosystem, w którym żyjemy. To przecież tylko jeden maleńki papierek – co może się stać? Są nauczeni, że żyjąc w mieście mają po drodze śmietniki, a tu na zawodach, czy w ogóle na szlakach ich brakuje. Śmietników nie ma na szlakach z bardzo oczywistej przyczyny. Takie śmietniki, których w takiej skali nie sposób na bieżąco opróżniać negatywnie wpływałyby na żyjące w tych miejscach zwierzęta.
Efekt tłumu
Tutaj podobnie jak pisałem wcześniej, efekt tłumu ma bardzo duży wpływ. Najłatwiej można to zauważyć wysiadając z tramwaju i stając na czerwonym świetle dla pieszych. Gdy tylko tramwaj odjedzie i jest droga wolna ludzie przez chwilę stoją, ale wystarczy, że jedna osoba ruszy na czerwonym i spora część idzie za nim. Nie twierdzę, że na zawodach działa taki sam mechanizm, ale jeśli jedna osoba wyrzuci opakowanie po żelu, jest możliwe, że inny biegnący za nim zrobi tak samo i efekt kuli śnieżnej gotowy.
Co może zrobić każdy z nas?
Przed biegiem / rajdem
Wielu z nas bardzo dużo uwagi przykłada temu, jakie buty założy na zawody, czy weźmie taką czy inną kurtkę, co spakować do jedzenia. Przygotowując się, planując całą logistykę, poświęćmy chwilę, by przemyśleć temat śmieci, które wygenerujemy podczas danego biegu. Zastanów się w co będziesz je pakował: mała kieszonka w pasie biodrowym, zamykany worek na suwak w plecaku, albo nawet zwykła torebka strunowa przewiązana do pasa.
Podczas zawodów
Każde opakowanie wrzucasz do swojego worka/kieszeni. Nie ma „ale jestem zmęczony”, „ale walczę o czas”, „ale zaraz będzie punkt odżywczy”. Każde opakowanie które otworzysz – żel, batonik, nawet opaska ze startu – ląduje w Twojej kieszonce. To trwa dosłownie dwie sekundy. Jeśli masz czas żeby zjeść żel, masz czas żeby schować opakowanie. To kwestia nawyku – po trzech biegach robisz to automatycznie.
Korzystaj z koszy na punktach odżywczych. Organizatorzy stawiają kosze nie dla ozdoby. Jak już jesteś na punkcie odżywczym, wykorzystaj te kilka sekund postoju i opróżnij zawartość prywatnego śmietnika. Jeśli kosz jest przepełniony, połóż śmieci obok w sposób zorganizowany (nie rozrzucaj), albo zanieś ze sobą do następnego punktu. Tak, to wymaga jednej dodatkowej sekund świadomości, ale jesteś człowiekiem, nie maszyną – potrafisz.
Jeśli widzisz śmieć obok siebie – podnieś (nawet jeśli nie Twój). Biegnie przed Tobą ktoś, wypada mu opakowanie po żelu – schyl się i podnieś. Mijasz na szlaku opakowanie – zabierz ze sobą. „Ale to nie moje!” – nie ważne. Las też nie jest Twój, a mimo to w nim biegasz. Jeśli każdy podniesie choć jeden cudzy śmieć podczas biegu, las będzie czystszy niż przed startem. To kultura środowiska: nie chodzi o to czyja to wina, tylko o to żeby było czysto. Jeden gest, zero wysiłku, wielka różnica.
Zwróć uwagę (kulturalnie!) gdy widzisz problem. Widzisz jak ktoś wyrzuca opakowanie na szlak? Nie krzycz, nie pouczaj, po prostu powiedz: „Hej, coś Ci wypadło” i podaj mu opakowanie. Dziewięć razy na dziesięć to nieświadomość, nie zła wola. Większość ludzi się zawstydzi i następnym razem będzie uważać. A jeśli ktoś robi to świadomie i ma Cię w nosie? Trudno, przynajmniej spróbowałeś. Ale zazwyczaj kulturalne zwrócenie uwagi działa – bo nikt nie chce być „tym gościem co zaśmieca góry”.
Po zawodach
Weź udział w akcjach sprzątania. Coraz więcej organizatorów organizuje sprzątanie trasy następnego dnia po biegu. To zwykle godzina, może dwie – przyjdź. Zobaczysz na własne oczy skalę problemu (albo jego brak, jeśli wszyscy dobrze się spisali). To też dobry sposób na aktywną regenerację i poznanie innych ludzi ze środowiska. A jeśli organizator nie organizuje takiej akcji – zaproponuj. Czasem wystarczy jeden człowiek z inicjatywą żeby coś ruszyć.
Zastanów się co możesz w tym temacie poprawić na kolejnych zawodach.
Tajemniczy pomarańczowy woreczek
Już nie raz o tym wspominałem, ale wielu z Was mnie o to pytało więc postanowiłem o tym napisać. Odkąd pierwszy raz wystartowałem w zawodach jest zawsze przy mnie – pomarańczowy woreczek przyczepiony do plecaka. Przed zawodami zdawałem sobie sprawę, że potrzebuję dostarczać sporą ilość kalorii, czy to w postaci batoników, żeli czy innych sprawdzonych przeze mnie produktów, które z oczywistych względów są w taki czy inny sposób zapakowane. A to oczywiście generuje równie nie małą ilość śmieci. Mogłem oczywiście pakować te śmieci po kieszeniach, których w plecaku biegowym nie brakuje, ale podczas moich testów nie sprawdziło mi się takie podejście. Wyciągając nowy batonik mogłem przypadkowo nie zauważyć, że w tym samym momencie wypada z kieszeni papierek po już zużytym produkcie. A że miałem rozłożone to jakoś wg. moich preferencji i wygody nie chciałem przeznaczać konkretnej kieszeni na śmieci. Dlatego wymyśliłem sobie taki oto woreczek na tego typu odpady.
Wrzucam do niego swoje śmieci, ale też wszelkie, które trafiły mi się na trasie, a które ktoś przypadkiem, bądź nie upuścił, bo nie trafił do swojej kieszeni. Nie wszystkie, bo nie dałbym rady tego zebrać. Oczywiście to nie jest tak, że trzeba śmieci z całej trasy trzymać przy sobie przez całe zawody. Od tego są punkty żywieniowe, na których taki woreczek opróżniam do worków na śmieci tam stojących.
Także sprawa tajemniczego woreczka została wyjaśniona raz na zawsze 🙂

Piszę z perspektywy zawodów, ale problem dotyczy oczywiście każdego zielonego miejsca, lasu, parku czy szlaku. Szanujmy nasz świat i zabierajmy ze sobą wszystkie śmieci.
Pozdrawiam,
Leśny Ludek





















