Dwa koła w kroplach deszczu

Za oknem niebo zalane pełnią chmur, a po szybach spływają krople deszczu. Deszcz jednak nie jest na tyle intensywny, by odwieść mnie od moich myśli o pójściu na rower. Trochę wody i batonik na drogę, a wcześniej banan wylądował w moim brzuchu. Pięć minut i jestem już z rowerem na dworze. Dzisiejszy dzień przypomina bardziej jesień niż zimę. Nabierając prędkości wjeżdżam do lasku, koła toczą się po dywanie przemoczonych deszczem liści. Skręcam w zarośniętą ścieżkę. Nie ma nikogo tylko ja i krople deszczu odbijające się od kierownicy. Górka dzisiaj samotnie stoi, nikt nie chce się z nią pobawić. Deszcz chyba zamknął wszystkie drzwi w domach i nie pozwala ludziom wyjść. O! Widzę biegnącego psa, a za nim biegacz goniący swego czworonoga. Jednak nie jest aż tak źle, ktoś jeszcze chce tu być, cieszyć się tym co daje deszcz. A deszcz to niezwykłe zjawisko, w każdej kropli ukryte światy, które zawsze lubię odkrywać. A woda nad jeziorkiem już nie jest taka sama. Lód znika w jej głębinach rozgrzany temperaturą powietrza. I znowu rower jest brudny, ale za to jaki szczęśliwy, nie musi kurzu zbierać w kątach.