Zielone skrzaty w poszukiwaniu tajemniczej górki

Sobotni poranek minął nam niesłychanie szybko i zanim się obejrzeliśmy słońce było już wysoko.Postanowiliśmy wsiąść na rowery i pojechać kierując się jednym z promieni słońca, który padał na znacznie oddaloną od nas tajemniczą górkę. Wraz z moją Anią szybko zanurzyliśmy się z gęstej zieleni rozkoszując się zapachami i odgłosami natury.

Mimo niezbyt szybkiego tempa droga błyskawicznie zmieniała swoje otoczenie co chwile odkrywając przed nami nowe, przyjemne dla oka zakamarki. Słońce przepięknie rozpływało się po tafli falującej wody malując na jej lustrze zagadkowe historie. Drzewa machały do nas soczyście zielonymi liśćmi podskakującymi na wietrze. A my jechaliśmy dalej w poszukiwaniu tajemniczej górki.

Z czasem słońce rozgrzewało nas jeszcze bardziej dotykiem swych promieni. Na szczęście towarzyszył nam też przyjemny wietrzyk, który równoważył te chwile.  Drzewa po drodze zmieniały swoje kształty, rozmiary i nasycenie liści. Były bardzo przycięte i takie, których od lat nikt nie ruszał, sama natura się o nie troszczyła. Wypuszczały młode pędy, z których wyrastały kolejne konary tworząc leśne labirynty.

Oczywiście po jakimś czasie trzeba było się zatrzymać by coś dobrego przekąsić. Słonce już tak mocno nie grzało, raczej sprawiało wrażenie jakby chciało udać się na spoczynek, ale to jeszcze nie ten czas, jeszcze trochę nam pozostało tego pedałowania.

Po krótkiej przerwie wsiedliśmy na rowery ruszyliśmy w dalszą drogę, którą poprowadziła nas polna ścieżka. Kilka kilometrów dalej wjechaliśmy w kolejne zarośla, skrywały one niezwykle zmienną rzeźbę terenu. Czasem było pod górkę, a czasem zjeżdżaliśmy z górki ciesząc się tym wszystkim jak małe dzieci.

Gdzieś tam w zaroślach skrywała się ona, tajemnicza, zielona górka. Jednak tego dnia nie było nam dane jej zobaczyć mimo, że krążyliśmy w jej niedalekiej bliskości.

Mimo tego ten dzień był niesamowicie piękny, pod każdym względem udany.