Z nowym rokiem brudny rower
Początek nowego roku zaczął się bardzo fajnie. Już od pierwszych minut po przebudzeniu w głowie miałem rower. Po przejechaniu kilkuset metrów ujrzałem lecące w stronę mojej twarzy ciemne kuleczki. To było oczywiście błoto podskakujące na widok rozpędzonego roweru. Naturalnie błoto nie miało szans uciec przed moimi kołami. Pomimo twarzy pełnej piegów i ciągle pojawiających się nowych jeszcze bardziej kręciłem korbami.
Mimo nieba pełnego chmur deszczu ani kropli. Tylko szum wiatru przelatującego pomiędzy drzewami. Mijam kolejne drzewa, a w myślach już widzę fajną górkę, która za chwile wyłoni się zza zakrętu. Teraz można dać czadu. Tylko nie z górki – to by było zbyt proste, trzeba dostarczyć wystarczających emocji mojej spragnionej ich duszy.
Tak właśnie wyglądają chwile, które jak grzyby po deszczu wyrastają na mojej drodze w nowym roku. Po tak przyjemnie spędzonych chwilach mój rower nadawał się do porządnej kąpieli.
Wszystkim brudasom takim jak ja polecam filmik: