Liść na wodzie

Poranek kroplami deszczu oblany, niebo ponury miało wyraz. Z czasem jednak na szybie pozostały tylko smugi od kropel, które wcześniej tu spływały. Nie było słońca, ale deszcz odszedł gdzieś daleko. Ubieram kilka warstw i w drogę. Chodniki, drogi ciągle mokre, w kałużach świat odbija się. Wjeżdżam do lasu i od razu jest inaczej. Koła na mokrych liściach zaczynają tańczyć, naciskam mocniej na pedały i sunę co raz szybciej na przód. Potem jest błoto, piasek i ponownie liście. Moc barw otacza mnie i wciąga jeszcze głębiej by odczuć wszystko dookoła każdym zmysłem jaki mam. Na drzewach siedzą i patrzą na mnie, kłębią się w grupkach małe i duże jemioły soczyście zielone, jak żyrandole na niebie wiszą i świecą swymi zapachami. Przerwa nad wodą, niestety brak ręcznika by wskoczyć i zamoczyć się. Kaczki spokojnie się przypatrują jak inni łowią rybę ogromną, której kryjówka jest gdzieś na dnie.

Przyjemnie jest sobie popedałować spokojnym szlakiem.