Sobotnie, spokojne kręcenie

Po tygodniowej przewie od roweru postanowiłem wybrać się na spokojne kręcenie, by sprawdzić jak tam moja noga się miewa. Dzisiaj po raz pierwszy wybrałem się na rower z Marią, która ze względu na chorobę też miała przerwę w kręceniu. Spotkaliśmy się przy Cytadeli ok. 10 i ruszyliśmy w kierunku Puszczy Zielonki. Niebo od rana zachmurzone jednak nie padało, ale za to był chłodny wiatr – jednym słowem nie było za ciepło, a ja do tego po raz pierwszy nie ubrałem mojej kurtki. Maria przyjechała na Swojej przełajówce, więc mimo że nie jechaliśmy szybko musiałem nieźle kręcić, by za nią nadążyć 🙂

Gdy dojechaliśmy w okolice Puszczy Zielonki odbiliśmy w las – od razu lepiej. Gdyby nie mój skrzypiący rower słychać byłoby tylko wiatr przelatujący pomiędzy drzewami. Jechaliśmy lasami, polami, później znowu drogami asfaltowymi przez cały czas kręcąc się w pobliżu Puszczy Zielonki. By odciążyć nogę staram się ostatnio jeździć na miękkich przełożeniach, co jest dla mnie dość niecodzienne, bo trzeba się sporo nakręcić by posuwać się do przodu. Mimo wszystko, liczę że wyjdzie mi to tylko na dobre. Zawsze byłem przyzwyczajony do bardziej siłowej jazdy. Pomimo tygodniowej przerwy, nadal czuję nogę. Może się okaże, że bez lekarza się nie obędzie.

W lesie bardzo przyjemnie, pusto, nie spotkaliśmy żadnego rowerzysty – zrobiliśmy sobie przerwę na banana.

dscf4568

Gdy wyjechaliśmy na drogę nie wiedząc dokładnie gdzie jesteśmy intuicyjnie pojechaliśmy w lewo i nasza intuicja nas nie zawiodła – dojechaliśmy do Kicina. Maria mimo osłabienia chorobą świetnie sobie radziła.

dscf4570

Gdy dojechałem do domu licznik pokazywał 57km – dzięki Maria za przyjemne kręcenie.