Sześć jezior jeden rower

Niedzielny poranek, słońce skryło swe ciepłe wiosenne promienie za gęstą warstwą chmur. Godzina 8, wyciągam mapy i szukam, gdzie by tu dzisiaj pojechać. Po chwili dostrzegam na mapie kilka niebieskich plam, to jeziora w Kórniku i okolicy. Będzie to nowa trasa, w rejonach Kórnika jeszcze nie jeździłem.
Trasa nie jest długa jednak jej początek znajduje się w Kórniku. Trzeba tam jeszcze dojechać:-)
Na dojazd wybieram szlak łącznikowy do Pierścienia wokół Poznania – Doliną Głuszynki do Kórnika. Swoją drogą Pierścień wokół Poznania też trzeba w końcu zaliczyć:-)
Mijam most na Warcie i docieram do Starołęki ulicą Starołęcką jadę przez dłuższą chwilę by później odbić w Głuszynę.

Rzeka Głuszynka biegnie w znacznej odległości i z drogi jej nie widać. Rzeka ta wypływa z Jeziora Raczyńskiego i przepływa przez ciąg jezior rynnowych. Jadąc dalej odbijam na Daszewice, następnie mijam Kamionki, Borówiec. Na ulicy szkolnej trwają właśnie prace wodociągowe, duża część drogi jest rozryta, na szczęście dzisiaj jest niedziela i poza kilkoma samochodami i rowerami na drodze jest pusto. Wyjeżdżam na ulicę leśną, która wbrew swojej nazwie nie jest leśną ścieżką tylko drogą zbudowaną z betonowych płyt co na rowerze można od razu odczuć niezłym podskakiwaniem na siodełku. Odbijam w prawo i płyt betonowe na szczęście się kończą i można znowu nabrać prędkości. Ulicą leśną dojeżdżam do miejscowości Skrzynki. Po prawej stronie mijam dwa jeziora Skrzyneckie Małe i Skrzyneckie Duże, tego małego niestety nie udało mi się dostrzec, widocznie jest zbyt małe:-)

Dojeżdżam w końcu do Kórnika. Kawałek pojechałem w złym kierunku dzięki temu mogłem zobaczyć hotel zbudowany w stylu kamieniczek.

Jadąc już w kierunku jeziora Kórnickiego pierwszego z sześciu jezior, na mojej trasie mijam kościół pw. Wszystkich Świętych. Jest to świątynia gotycka, która została ukończona w 1437 roku. Po chwili dojeżdżam nad jezioro jednak wcześniej skręcam do zamku. Zamek sięga czasów średniowiecza, jest to budowla obronna otoczona fosą. Dostęp do zamku był tylko przez most zwodzony. Dzisiaj już tego mostu nie ma, a tym samym turyści mają łatwiejszy dostęp.
Do dziś z tego okresu zachowały się stare mury i piwnice obiektu. W połowie XVI wieku zamek rozbudowano i zwiększono jego funkcje obronne. W XVIII wieku Teofila z Działyńskich przeobraziła średniowieczny zamek w barokowy pałac. Zamek dzisiejszy kształt – neogotycki, o wyglądzie i charakterze nawiązującym do budowli obronnych – zawdzięcza Tytusowi Działyńskiemu. W murach zamku mieści się muzeum z wieloma unikatowymi eksponatami, m.in. meble różnych stylów i epok, obrazy mistrzów polskich i europejskich, rzeźby, kolekcje numizmatyczne, militaria polskie i wschodnie, wyroby rzemiosła artystycznego z porcelany i srebra oraz zbiory etnograficzne i przyrodnicze z Australii i Oceanii. Jak głosi legenda: nocami po parku i zamkowych komnatach przechadza się Teofila z Działyńskich zwana „Białą Damą” (źródło Wikipedia).

Nie zwiedzam ogrodów i zamku w środku, trzeba tu przyjechać jeszcze raz w ładniejszą pogodę i na spokojnie sobie pochodzić. Wyjeżdżając z bram zamku udaję się na drugą stronę nad jezioro Kórnickie. Trzeba coś przekąsić i chwilkę odpocząć. Zatrzymuję się na pomoście. Za długo jednak tu nie zabawiam gdyż jest zimno, a przy jeziorze to już w ogóle temperatura odczuwalna jest znacznie niższa. Patrząc na pogodę za oknem nie zapomniałem o herbatce w termosie, w takich właśnie chwilach jest czymś niezastąpionym:-)

Początek trasy, a już licznik pokazuje ponad 30km. Coś czuje, że dzisiaj nogi będą miały dość:-)
Przy jeziorze biegnie ścieżka pieszo rowerowa z kostki, gdy siedziałem na pomoście minęło mnie sporo spacerowiczów i biegaczy, ładnie to jest zagospodarowane. No nic trzeba się ruszyć z miejsca bo im dłużej się siedzi tym trudniej wstać i pedałować dalej.
Jadąc przez Kórnik docieram do Bnina, a w nim odbijam w lewno na kierując się znakiem na Jeziory Wielkie. Po chwili dojeżdżam do Błażejewa, wzdłuż drogi cały czas ciągnie się Jezioro Bnińskie, jednak jest ono otoczone osiedlami i ośrodkami wypoczynkowymi. Jadąc dalej mijam tablicę miejscowości Błażejewko. Jezioro Bnińskie jest na tyle długie, że ciągnie się od Bnina przez Błażejewo i Błażejewko.
Nie znając dokładnej drogi nad jezioro, a także nie chcąc wjeżdżać na teren prywatny ośrodków jadę dalej z nadzieją, że znajdę jakąś leśną ścieżkę, którą będę mógł dotrzeć nad jezioro. Kawałek za Błażejewkiem udaje się odbić w leśną ścieżkę, która po 150km doprowadza mnie nad samo jezioro. Na ścieżce stanęła mi niezła przeszkoda:-) Jak się później okazało załapałem się na samą końcówkę jeziora.


Po kilku fotkach czas się udać do kolejnego jeziora. Tuż za tablicą Jeziory Wielkie skręcam w prawo w szutrową drogę kierując się znakami czerwonego szlaku rowerowego. Po chwili wjeżdżam w les, po jakimś czasie po lewej stronie dostrzegam jezioro o takiej samej nazwie jak miejscowość, Jeziory Wielkie.

Tym razem jezioro jest bardziej dzikie, przynajmniej po tej stronie, jadę więc ścieżką wzdłuż linii brzegowej ciesząc się wspaniałymi widokami. Jadąc dalej docieram do skrzyżowania leśnych dróg na środku którego znajduje się dąb bezszypułkowy „Dziadziuś”, zwany też „Pradziadkiem”, „Królewskim” lub „Piastowskim” nieopodal jeziora Jeziory Małe. Jego obwód wynosi 800 cm. Jak wynika z tablicy ścieżki przyrodniczej stworzonej przez Nadleśnictwo „Babki” dąb ten zdobył szóste miejsce w ogólnopolskim konkursie na najgrubsze drzewo Lasów Państwowych u progu XXI wieku. W myśl lokalnej legendy, w 1331 roku, odbyła się tu narada wojenna króla Władysława Łokietka, przed bitwą z Krzyżakami, która miała mieć miejsce pod koniec lipca 1331 roku pod Niezamyślem (źródło Wikipedia).

Pamiątkowa fotka dębu i po chwili jestem już nad kolejnym jeziorem, tym razem Jeziory Małe.

Rowerowy szlak prowadzi mnie wzdłuż jeziora i ostatecznie doprowadza mnie do miejscowości Łękno, gdzie w oddali widać jezioro Łekno.

I już po chwili docieram do Zaniemyśla, gdzie mijam kościoły św. Wawrzyńca i Niepokalanego Serca NMP kierując się nad ostatnie dziś jezioro na mojej trasie, Jezioro Raczyńskie. Na jeziorze znajduje się Wyspa Edwarda. Nazwa wyspy pochodzi od hrabiego Edwarda Raczyńskiego, który w latach 1815 – 1845 był zarządcą gruntu na wyspie. Na wyspie znajduje się kilkadziesiąt dębów z czego 17 to pomniki przyrody. Szkoda tylko, że prom, którym można by dostać się na wyspę nie jest już czynny. Może kiedyś uda się tam popłynąć wynajmując jakąś łódkę.

Dalej udaję się Majdany by okrążyć jezioro z drugiej strony i wrócić do drogi na Kórnik. Na koniec przystaje raz jeszcze w Kórniku nad jeziorem by coś zjeść przed powrotną drogą i takie miałem szczęście, że usiadłem na ławce przy, której stała Wisława Szymboska, a obok mnie siedział kotek pilnujący jej wierszy. Jak się okazało urodziła się tutaj. Było to niezwykłe doznanie i zaszczyt usiąść na tej ławce.

Właściwie jeśli licząc jeziora Skrzyneckie to było ich osiem na mojej trasie:-)
Ostatecznie po powrocie do domu licznik pokazał mi 101km.

