W poszukiwaniu wiatru…
Dzisiejszy poranek przywitał nas pięknym słońcem, bezchmurnym niebem i bardzo mroźnym powietrzem.Gdy wychodziłem z domu ok 10:30 mój termometr za oknem pokazywał -8 stopni Celsjusza. Jednak to mroźne powietrze nie zatrzymało mnie w ciepłym domu. Postanowiłem udać się w nieznaną wcześniej drogę. Większość trasy miała być po asfalcie. Po wyjechaniu z miasta wjechałem na drogę gruntową, która częściowo była pokryta asfaltem. Do pewnego momentu była czarna, śnieg zalegał na poboczach i okolicznych polach, jednak po kilkuset metrach czerń zmieniła się w gładką, rozjechaną od sporadycznie jadących tu samochodów biel.

Jadąc w Gołuchowie ścieżką wzdłuż posesji nagle z jednej z nich wybiega mały kundelek wściekle ujadając. Odruchowo naciskam mocniej na pedały. Po chwili zawraca, ale co odgonił obcego to odgonił. Dobry pies:-)
Po drodze zatrzymuję się ujrzawszy piękny domek. Przez moment pomyślałem, że chyba przeniosłem się w całkiem inne miejsce i poczułem się jak w górach. Domek drewniany z kamienną fasadą.

Za wsią Lisówki wjeżdżam na gruntową drogę. Z jednej strony pola wznoszą się tworząc górki, z drugiej opadają w dół. Tutaj niezła frajdę miałyby dzieciaki na sankach, myślę, że całkiem spore prędkości można by rozwinąć na tej górce. Mimo braku cywilizacji droga jest odgarnięta, ale i tak nie sposób jechać szybko bez wpadania w poślizgi. Mimo niewielkiego oddalenia od wsi czuję się tu jak z dala od cywilizacji. Jest pusto, cicho, wiatr tylko bawi się śniegiem przerzucając go z jednego miejsca w inne, co sprawia, że tworzą się małe śnieżne tornada.
Mimo mrozu nie czułem zimna, aż do tej pory, skostniały mi palce, ubrałem drugą parę rękawic i po chwili było dużo lepiej. Ze stopami niestety nic nie mogłem zrobić, musiałem wytrzymać. Po chwili okazało się, że woda w bidonie tak mi zamarzła, że nawet nie mogłem go otworzyć. Na szczęście miałem jeszcze duży pitny jogurt, on na szczęście nie zamarzł w plecaku.
Po chwili dojechałem do rezerwatu przyrody „Źródełko”. Źródełko wypływające ze zbocza jest jedynym w Wielkopolsce źródełkiem będącym pomnikiem przyrody. Na szczycie 40m wzniesienia znajduje się punkt widokowy, na który wdrapałem się z moim rowerem. Nie było to łatwe, tutaj śnieg był znacznie głębszy. Miejsce to pięknie odnowione i przygotowane dla turystów, są ławeczki, miejsce na ognisko. Po krótkiej przerwie, zjedzeniu batonika i wypiciu połowy jogurtu ruszam dalej.

Na początku zakładałem, że pojadę kilka kilometrów i wrócę, ale przejechałem już ponad dwadzieścia, więc postanowiłem poszukać jakieś drogi by nie wracać po tych samych śladach i tym samym trochę skrócić trasę bo i tak już byłem nieźle zmarznięty. Pojechałem intuicyjnie przed siebie i to był dobry pomysł. Dojechałem do jednej z początkowych miejscowości przez, które jechałem, dzięki temu zyskałem kilka kilometrów.
Bardzo zmarznięty, ale też bardzo szczęśliwy wróciłem do domu.