Maraton niepodległości – Finał Osieczna 2012
Po kontuzji i kilku miesięcznej przerwie od pedałowania postanowiłem zakończyć tegoroczny sezon „Maratonem Niepodległości”. Mimo kiepskiej formy fizycznej moja psychika była całkiem dobrze zmotywowana do tego wyścigu. Potraktowałem to tylko i wyłącznie jako przyjemność, ale oczywiście zawsze znajdzie się chociaż niewielki cień rywalizacji, który w tego typu imprezach jest czymś chyba naturalnym.
Finałowy maraton w Osiecznie jest maratonem szosowym z niewielkim odcinkiem pozbawionym asfaltu.
Mimo przewidywań meteorologów deszcz na szczęście nie nadszedł. Pogoda jak na tą porę roku była myślę, że śmiało można powiedzieć „idealna”.
Start odbywał się na rynku w Osiecznie. Zebrała się całkiem spora grupa cyklistów. Przed startem odśpiewaliśmy hymn Polski i w drogę. Od samego początku peleton ruszył z pełną siłą. Można się tylko domyślać jakie prędkości osiągali zawodnicy w czołówce, zwłaszcza że było trochę ludzi na szosówkach, czy też MTB z oponami typu slick.
Trasa nie była trudna, ale przy dużym tempie tętno sięgało nieba:-) Była tam jedna górka, podobno 6% nachylenia, więc całkiem sporo jak na tereny nie górzyste. To była dobra okazja by nacisnąć mocniej korby i wyprzedzić trochę ludzi, którym podjazdy nie leżą. To niesamowite uczucie wspinać się pod górkę, uwielbiam to. Jak pisałem wcześniej był też odcinek szutrowy, który był nieźle obsiany kamieniami, korzeniami i błotem. Niestety dużo tam straciłem czasu, myślę, że nie byłem sam, ponieważ kamienie mają tą umiejętność, że nieźle wytrącają z prędkości, ale w końcu to miała być tylko zabawa.
Mimo kontuzji tegoroczny sezon był bardzo fajny.