2 godziny zdrowego mrozu

Pochmurny poranek, za to pięknie mroźny – pokręciłem w stronę Dębiny. Rzadko tam bywam o tej porze roku. Jadąc Dolną Wildą odbiłem z chodnika zjeżdżając z ośnieżonej górki – o dziwo nie była taka śliska. Chwilę później zatrzymałem się przy stawie obleganym przez kaczki i jednego łabędzie, który wyglądał jakby pilnował ich całego stada. Skulone siedziały na ośnieżonej tafli lodu, a samotny łabędź krążył w okolicy.
Drzewa rosnące na niewielkiej wysepce otoczonej śnieżną pokrywą stworzyły niezwykły klimat. Przystanąłem na chwilę, by wsłuchać się przelatujący obok wiatr, który coś szeptał.
Po chwili udałem się w kierunku Warty – lubię ten dźwięk, gdy opony toczą się po zmrożonym śniegu. Nad brzegiem powstały lodowe rzeźby odbijające promienie słońca przebijającego się przez gęste chmury.
Wracając trafiłem na zagrodzoną drzewami ścieżkę – wyglądało to jakby powalone drzewa skrywały tajemne przejście do innego wymiaru.
Opadające nad wodą konary drzew zastygły w milczeniu czekając na cieplejszą porę.
Jeszcze krótka przerwa na banana i wracam do domu.
Mimo braku słońca i wszechogarniającego chłodu były to przyjemnie spędzone chwile.