Deszczowe kręcenie

Obudziłem się później niż zwykle, spojrzałem w kuchni na wyświetlacz piekarnika – jeszcze co najmniej godzina do wyjścia. Za oknem niebo przykryte gęstą warstwą chmur, ale nie pada. Włączyłem komputer by sprawdzić pocztę i od razu widzę godzinę, ups nie mam godziny tylko 15 min do wyjścia na spotkanie zgrupki. Ubrałem się szybko i skoczyłem do żabki bo zapas bananów i wodę na drogę. Zjadłem w biegu dwie kanapki z dżemem i ruszyłem w kierunku Malty.

Okazało się, że nie jest tak ciepło jak mi się wydawało, a ubrałem tylko jedną cienką bluzę i na do koszulkę. Nie było już jednak czasu by się cofnąć – rozgrzeję się po drodze. W okolicach ogrodów spotkałem na skrzyżowaniu kolegę ze zgrupki, oczywiście kompletnie go nie poznałem, ale on rozpoznał moją koszulkę i zapytał czy to jesteś Ty od świerszczy w rowerze. Tak to byłem ja i nadal mam świerszcze, ostatnie domysły to łożyska w tylnej piaście, ale dopóki nie rozkręcę tego nie dowiem się co w trawie piszczy 🙂

Po chwili spotkałem Kasię, z którą ostatnio widzę się tylko w biegu, mijamy się na trasie. Jechała na trening do Ryby – Kasiu miło Ciebie było po raz kolejny zobaczyć. Z kolegą jedziemy w stronę Malty przez Sołacz, gdy dojeżdżamy do Warty zaczyna delikatnie kropić – podświadomie zapakowałem do plecaka kurtkę na deszcz.

Gdy dojechaliśmy na miejsce spotkania już z daleka rzuciła się w oczy Ani i jej wieczny uśmiech – to wielka przyjemność obcować z tak radosnymi ludźmi. Poza tym były dwie dziewczyny, które pierwszy raz widziałem: Ania i Kasia. Jak zwykle poczekaliśmy jeszcze na resztę. Po chwili dojechał Mat, który jak zwykle już był po własnej rundzie. Na koniec przyjechało dwóch nowych kolegów. O dziwo dzisiaj nie było ludzi z grupy Sport, Radek na urlopie to nikomu się nie chce, poza tym nie było tęż Grzegorza, który wczoraj nieźle powalczył na szosie – zrobili ponad 200 km – świetny trening.

dscf5005

W osiem osób mimo deszczu jednak ruszyliśmy w kierunku Dębiny, dalej przez Luboń – tutaj przy żabce dołączył do nas kolega, za to Mat pojechał w swoją stronę. Jedziemy NRS, z uwagi na deszcz nie jest zbyt ciepło, ale humory dopisują więc atmosfera jest gorąca i jedzie się super.

dscf5007

Anita sprawdza czy jeszcze jest pozostałość Marzanny – nadal wisi 🙂 – reszta uzupełnia płyny.

dscf5008

Po drodze zajeżdżamy do szpitala by odwiedzić naszych kolegów, którzy zaliczyli upadki na Osowej górze. W czwórkę udajemy się na 6 piętro, pozostała czwórka pilnuję rowerów. Maciek i Patryk dzielnie znoszą rozłąkę ze swoimi dwukołowcami. Jednak Maciek próbuje coś kombinować by z łóżka i innych przedmiotów zrobić sobie stacjonarny rower 🙂 Patryk z uwagi na zdrowe nogi kursuje po korytarzach w poszukiwaniu fajnych pielęgniarek – podobno jak na razie bezskutecznie. Ale to twardy zawodnik, nie może sobie pozwolić by nogi pozostały w miejscu. Pokazuje nam swoje zdjęcie ze złamaniem. Maciek tak się zapatrzył, że nie zauważył jak robiłem zdjęcie.

dscf5009

Po dłuższej chwili pogawędkę przerywa Pani pielęgniarka roznosząca obiad, wygląda smakowicie, a do tego ten placek – aż chcieliśmy zostać na dłużej. Ale ekipa pilnująca rowerów pewnie już do nich przymarzła, albo rozpuściła się na deszczu więc trzeba się ruszyć. Maciek, Patryk – wracajcie szybko do zdrowia, widzimy się na zgrupce 🙂

Gdy wyszliśmy ze szpitala od razu poczuliśmy niezły chłód, to przez mokre spodnie i różnicę temperatur. Jednak w tym czasie przestało padać co nad bardzo ucieszyło. W tym czasie jeden z kolegów z uwagi na awarię roweru czeka na transport do domu – my ruszamy dalej w stronę Osowej Góry.

dscf5010

Wjeżdżając na górę goniłem dwóch kolegów, który ruszyli szybciej do przodu, jednak długa przerwa od kręcenia spowodowała spory spadek formy, ale to nic, wola walki i miłość do podjazdów nie zmalała ani trochę. Postanowiliśmy odbić na chwilę pod wierzę widokową. Niektórym zachciało się popływać i postanowiliśmy poszukać dobrego miejsca na plażowanie z ładnym punktem widokowym. Anita zalicza kontrolowany lecz nie opanowany upadek – tak to czasem bywa gdy się nie można wypiąć z SPD.

dscf5013

Po chwili byliśmy już pod wieżą i od razu ruszyliśmy do góry.

dscf5019

Niebo nie pozwalało za wiele dojrzeć, ale i tak było pięknie.

dscf5024

Anita na ochotnika była strażnikiem naszych bezcennych dwukołowych skarbów.

dscf5025

Jak widać wieża dostarczyła nie mało radości.

dscf5026

Po nacieszeniu się widokami ruszyliśmy w stronę Jeziora Góreckiego, następnie mijamy Jezioro Jarosławskie. Z każdą chwilą robiło się coraz cieplej. Zaliczamy kilka ślepych ścieżek, ale nasze humory wchodzą na coraz wyższy poziom. Koleżanka jedzie nieomal bez hamulców, klocki się zjechały – bywa 🙂

dscf5030

dscf5034

dscf5035

dscf5036

Kierując się do Szreniawy na Jarmark Wielkanocny – Anita pyta gdzie na Szrenicę – myślami jest gdzieś w górach 🙂 Jedni mówią w prawo inni w lewo – wszystkie drogi prowadzą na jarmark. W końcu jedziemy piękną drogą asfaltową, można powiedzieć, że płyniemy po niej – jest pięknie. Jechałem tak szybko, że udało mi się włączyć aparat dopiero gdy pojawiła się gorsza droga, jednak przyjemność z jazdy równie wielka.

dscf5046

Na wejście na teren jarmarku się nie zdecydowaliśmy, ale za to udaliśmy się do Mauzoleum Bierbaumów w Szreniawie, które jest jednocześnie pięknym punktem widokowym. Dwie dziewczyny zostały, a reszta udała się na wieżę widokową.

Mauzoleum Bierbaumów – mauzoleum pierwszych właścicieli majątku w Szreniawie, zbudowane najprawdopodobniej w 1860 roku, według projektu Martina Gropiusa, w kształcie wieży w stylu neogotyckim z czerwonej cegły i wstawkami ze sztucznego kamienia, usytuowane na piaszczystym wzgórzu na wysokości 118 m n.p.m., na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego (źródło: Wikipedia).

dscf5049

dscf5050

Tym razem kolega pozostał z rowerami.

dscf5051

dscf5053

Na wieży fotka musiała być.

dscf5054

dscf5055

Przepiękne miejsce, trzeba tu wrócić gdy będzie ładniejsza pogoda by nacieszyć się panoramom z wieży.

dscf5057

To była bardzo przyjemna runda i nie taka mała bo wyszło mi 70km – WPN ma jeszcze tyle nieodkrytych ścieżek, pewnie jeszcze wiele razy będziemy tu wracać i penetrować jego zakamarki. Zmartwiła mnie tylko moja noga – pomimo prawie dwu miesięcznej przerwy od mocniejszej jazdy dzisiaj poczułem ponownie ból. Chyba bez USG się nie obędzie.

Dziękuję wszystkim za fajną jazdę 🙂