Kręcenie w myślach

Stan, w którym się znalazłem swój początek miał na początku lutego, wtedy to właśnie korzystając z pięknej zimowej aury wybrałem się samotnie na trening. Rozsadzała mnie pozytywna energia co sprawiało, że pędziłem przebijając się przez warstwy śniegu, z górki i pod górkę. Czułem się fantastycznie, ciesząc się jazdą w śniegu i jeszcze bardziej naciskałem na pedały, niestety chyba nieco przesadziłem, a tym samym przeciążyłem sobie prawą nogę. Oczywiście tego dnia jeszcze o tym nie wiedziałem. Później był trening ze Zgrupką Luboń w grupie sport i kilka spokojniejszych wypadów na rower. Mimo, że dałem sobie więcej czasu na regenerację czułem dyskomfort. Po rozmowie z Magdą (rehabilitantką) okazało się, że tydzień czy dwa przerwy to zdecydowanie za mało. Także od początku marca jeździłem z grupą fun (rekreacyjnie).
Z grupą fun jeździło się super, świetni ludzie, fajna energia, dobra zabawa jednak czułem niedosyt. Brakowało mi wolności, którą czuję gdy rozpędzam się na maksa, gdy tętno przyspiesza i serce wali, potu sprawiającego, że jestem cały mokry – trudno jest opisać słowami to uczucie. Poczułem jakby ktoś zabrał mi kawałek mojego świata – świata, który tak bardzo kocham i który sprawiał mi tyle radości i dostarczał wielką dawkę niesamowitych doznań. Do tego byłem świadom, że muszę zrezygnować z wielu rowerowych planów, które miały za chwilę zacząć się realizować, głównie chodzi o maratony MTB, ale też inne tego typu wyzwania. To jeszcze bardziej potęgowało moje przygnębienie.
Po prawie dwu miesięcznej przerwie od treningów postanowiłem mocniej depnąć – jednak ból powrócił. Wtedy udałem się do ortopedy i zrobiłem badania (rentgen i usg). Czekając za wynikiem, a raczej za interpretacją niezrozumiałych dla mnie słów nie mogłem spać, budziłem się o 2 w nocy i do rana miałem problem z zaśnięciem. Myśli krążyły po najdalszych zakątkach mojej głowy szukając odpowiedzi na wiele pytań. Czy nic mi nie jest? Czy będę mógł startować w zawodach? Co z tym sezonem? Słyszałem jednak tylko echo własnych pytań, a odpowiedzi wracały jak pustka – głucha cisza.

Chodziłem smutny, zły na cały świat, a przecież to tylko moja wina – człowiek nie jest przecież maszyną, którą można eksploatować do granic możliwości, potrzebuje snu, regeneracji i trzeba się stosować do pewnych reguł, o których istnieniu nie byłem do końca świadom.
Należę do ludzi, którzy potrafią doceniać i cieszyć się z drobnych rzeczy, ale jak każdy człowiek miewam lepsze i gorsze dni. Tutaj moja głowa się zbuntowała, a niepotrzebnie, bo przecież mogę chodzić, mogę ruszać rękoma, nogami, wspinać się, biegać, a przez chwilę zatraciłem się – zapomniałem jak wielkie szczęście mam, nie potrafiłem tego docenić. Co mają powiedzieć ludzie, którzy leżą w gipsie, połamani, albo tacy, którzy zostali sparaliżowani. A mimo to walczą i cieszą się każdą chwilą. Tym, że udało im się zrobić kilka kroków, albo to, że potrafią wstać z łóżka.
Na szczęście moja żona Ania, człowiek, który mnie wspiera we wszystkim, która jest moim największym szczęściem sprawiała, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech mimo, że w myślach ciągle siedział rower, a raczej jego brak. Bez mojej Ani to wszystko nie miałoby większego sensu, to właśnie ona nadaje całemu mojemu życiu wartość, jest jakby częścią wszystkich moich pasji, taką iskierką, która mnie napędza i sprawia, że każdy nowy dzień pomimo bólu czy złych myśli może być pięknym dniem. Razem odnajdujemy radość w pozornie zwykłych i codziennych chwilach.
Po kolejnej rozmowie z Magdą zrozumiałem wiele rzeczy i to jak mało jeszcze wiem i jak wiele muszę się nauczyć. Z wyników badań wynika, że to nic poważnego, ale mimo to moje ciało potrzebuje rehabilitacji, masażu, rolowania – nowe dla mnie słowo. Za chwilę zaczynam rehabilitację z Magdą by jak najszybciej wrócić do normalnej jazdy na rowerze.
Więc teraz czeka mnie ciężka praca, ale myślę, że jestem w dobrych rękach – dzięki Magda, że podjęłaś się postawienia mnie na nogi.
A wszystkim tym, którzy z jakiś powodów zastali odcięci od tego co kochają życzę wytrwałości i mimo, że myśli są często czarne to można w nich odnaleźć skrawek tęczy, która rozświetli nam te trudne chwile. I doceniajmy to co mamy – cieszmy się tym, każdym dniem.
Dzięki wszystkim za dobre słowo.
Do zobaczenia w zakręconym świecie 🙂


