Deszczowe sprinty

O poranku wybrałem się do lasku by się trochę zmęczyć. Pogoda dzisiaj od rana deszczowa, ale przynajmniej powietrze jest świeższe i znacznie przyjemniejsze niż w te upalne dni, które były ostatnio. Dzisiaj znalazłem sobie jeszcze dłuższą śnieżkę, 1000 m nieomal prostej śnieżki. Ruszam od razu ostro, już po chwili mam tętno 150, a to jeszcze nie koniec śnieżki.
Czuję jak z drzew spadają krople deszczu zrzucone przez wiatr, czuję je na twarzy, rękach, nogach, przyjemne orzeźwienie. Pędzę, nie zatrzymuję się aż do końca śnieżki. Chwila przerwy i nawrót. Chyba nie tylko z drzew pada, ale z nieba też coś leci. Nogi mimo zmęczenia kręcą dalej. Ostatecznie robię 7 x 1000 m sprintów.
Zaczyna coraz mocniej padać, chcę jeszcze się chwilę tu pokręcić, uwielbiam ten zapach, tą świeżość, gdy pada deszcz.
Miło jest tak zacząć dzień:-)

