Upalne podjazdy

Wstałem bardzo wcześnie obudzony przez krążące w głowie różne myśli, także rowerowe. Jednak ciężko wcześnie wstać gdy siedziało się w nocy zbyt długo. Mimo szczerych chęci pójścia na rower ok. godziny 6 nad ranem przeleżałem jeszcze do 7. Zanim dojechałem pod Dziewiczą Górę było już przed 8. Dzisiaj o 5 rano czułem, że słońce już grzeje na całego. Jednak motywacja dzisiaj jeszcze większa.

dscf2030

Dzisiaj jeszcze więcej kamienistych podjazdów, zaczynam jednak do najkrótszego, by po chwili robić całą serię długich na ponad 500 m kamienistych podjazdów. Jechało się bardzo dobrze, jednak temperatura dawała o sobie znać, z każdym obrotem korby czułem jak moje oczy są zalewane przez krople potu, których nie dało ograniczyć. Kolejne podjazdy ubywały, tak jak wody w bidonach.

Kamień za kamieniem uciekały na boki spod moich kół, które momentami mieliły w miejscu, nie mówiąc już o tym co działo się podczas zjazdu. Tętno rosło i opadało, a ja z uśmiechem walczyłem dalej. Jeszcze jeden i jeszcze jeden podjazd. Łatwo się nie poddaje. Po 10 podjeździe zrobiłem sobie przerwę w tych kamienistych i pojechałem zrobić kilka innych, co okazało się dobrym pomysłem. Nie może być nudno.

Mała przerwa na batonika, wody już nie wiele zostało. Na szczęście we wieży widokowej można się zaopatrzyć w napoje. Po przerwie zjechałem ponownie po kamieniach i kolejny raz wspinam się pod górę. Zmęczenie się nasila, ale czuję się dobrze. Zaliczam jeszcze kilka podjazdów i kończę na dzisiaj.

Zjadam banana, a w wieży doładowuje cukier (Pepsi) i tankuje wodę do bidonu.

Dzisiaj zaliczyłem 20 podjazdów:-)

Zmęczony, ale bardzo szczęśliwy wracam do domu.