Dziewicza Góra drugie starcie

Mimo, że już kiedyś tam byłem, ale tak naprawdę na ostatnim treningu poznałem fajne ścieżki, podjazdy. Tak mi się to spodobało, że dzisiaj pojechałem ponownie się pomęczyć na tych podjazdach. Tym razem niestety sam, chociaż zawsze lubiłem jeździć rowerem sam więc to ma też swoje plusy.

Jakoś udało mi się bez problemu trafić, co prawda nie do końca tą samą drogą co ostatnio, ale do celu dojechałem, z domu wyszło 21 km. Czyli rozgrzewka wystarczająca.
Pierwszy podjazd zaliczyłem gładko, jakoś lepiej mi się dzisiaj jechało. Nie wiem z czego to wynika, bardziej wypoczęty, własne tempo, najważniejsze, że jest ok. Chwila przerwy i zjeżdżam tym karkołomnym zjazdem.

Jednak z każdym kolejnym zjazdem idzie mi znacznie lepiej, mimo to hamulce trzymam mocno. Po chwili sobie uświadomiłem, że już zaliczyłem 4 podjazdy, nie czułem takiego zmęczenia jak ostatnio. Dzisiaj skupiłem się na długim podjeździe po kamieniach, jemu najwięcej uwagi poświęciłem.

Tak się dzisiaj rozpędziłem, że zaliczałem kamieniste podjazdy po dwa jeden za drugim nie robiąc przerwy. Ostatecznie zaliczyłem 8 kamienistych i po 3 pozostałe, co dało 14 podjazdów.
To był dobry trening.

