Gdzieś nad Wartą

Kolejny sobotni poranek przywitał mnie bardzo rześkim powietrzem, które stopniowo rozbudzało całe moje, jeszcze zaspane, ciało. Początkowo jechałem spokojnie, ale już po kilku minutach depnąłem mocniej na pedały. Drogi w sobotni poranek święcą zazwyczaj pustkami, tak było i tym razem. Z każdą chwilą nabierałem prędkości, rozbudzając się coraz bardziej, a jednocześnie uśmiech na mojej twarzy coraz bardziej przypominał kształtem owoc o żółtej barwie. Kilometry mijały bardzo przyjemnie, w okolicach Puszczykowa odbiłem w stronę Warty.

dscf6436

Wąska, betonowa ścieżka doprowadziła mnie wprost nad rzekę. Zatrzymałem się tu na dłuższą chwilę, by nacieszyć się tym jakże pięknym porankiem nad Wartą.

dscf6442

Niesamowity spokój – chwilę później pojawili się na drugim brzegu wędkarze. Z oddali usłyszałem coś w stylu – „… patrz ile wiary”. Spojrzałem za siebie – byłem sam. Myślę, że podobnie jak mi, podobało im się to, że jest tu tak spokojnie i pusto.

dscf6443

dscf6446

dscf6447

dscf6448

dscf6449

dscf6452

dscf6445

Spokojny nurt wody unosił odbijające się w wodzie refleksy słonecznego światła.

dscf6460

dscf6461

Gdy już nacieszyłem się chwilą ruszyłem w powrotną drogę.

dscf6464

Po kilkunastu minutach jazdy zjechałem ze ścieżki, zagłębiając się w trawę rozświetloną słońcem.

dscf6486

dscf6482

dscf6484

Gdy tak siedziałem zawitał do mnie pasikonik, chcąc chyba także wygrzewać się w słońcu.

dscf6488

dscf6489

dscf6493

Mógłbym tak siedzieć bez końca, wpatrując się w przepływające przez różne naturalne tekstury promienie słońca.

dscf6504

dscf6504

Na koniec zatrzymałem się przy pięknie zielonych słupach otaczających tory kolejowe.

dscf6505

dscf6506g

Kolejny poranek wypełnił po brzegi moją głowę inspirującymi doznaniami.