Hamburger na śniadanie

Dzisiaj po długiej przerwie Bartka od rowerowania spotkaliśmy się rano nad Rusałką. Oczywiście zanim Bartek się pojawił zdążyłem zrobić małą rundkę przy jeziorze. Z rana jest tu zawsze spokój, kilku rowerzystów, biegaczy, Pani z psiakiem, poza tym pusto i cicho.

Przy brzegu dojrzałem pozostałości lodu, które pięknie się nawarstwiały wraz z nadpływającą falą. Z rana nie było może dużego wiatru, ale bardzo chłodny, czuło się to jadąc rowerem.



Na jeziorze cienka kra logu, gdyby była grubsza można bo się pokusić i do niej popłynąć.

W końcu pojawił się Bartek i ruszyliśmy w stronę Kiekrza. Na trasie sporo błota, ale kompletnie nam to nie przeszkadzało. Bartek teraz śmiga na SPD więc ciężko będzie za nim nadążyć, ale ja tak łatwo się nie poddaję:-) Gdy dojechaliśmy nad Jezioro Kierskie objechaliśmy je dookoła jak poprzednim razem. Z drugiej strony jeziora jest fajny track, a w połączeniu z dzisiejszym błotkiem stał się jeszcze fajniejszy.

Później była mała przerwa by uzupełnić zapasy i ruszyliśmy w dalszą drogę. Jak widać rowery nadają się na myjkę:-)


Tempo nie było super szybkie, ale na każdej górce cisnęliśmy mocno. Super się jechało, pogoda fajna, jadąc nie czuło się wcale chłodu. Gdy zrobiliśmy już dość dużo kilometrów postanowiliśmy wracać w kierunku Poznania. I wtedy Bartek wymyślił, że odwiedzimy naszego znajomego w Los Hamburgeros.
I tym sposobem zaliczyliśmy na śniadanie hamburgera – było pysznie – dzięki Qń:-)


Dzisiaj od rana była super moc:-)

