Jesienna, rowerowa kąpiel

Po drugim śniadaniu postanowiłem się trochę poruszać, niebo co prawda nie wygląda zachęcające, jest jakieś mętne. Długo się nie namyślając zabrałem kąpielówki i ręcznik i udałem się na Strzeszynek. Po drodze nad jezioro spotkałem tylko dwie osoby. Wszędzie dookoła każdym zmysłem czuję jesienną aurę, jest chłodno ale bardzo przyjemnie.

Po wczorajszym, co prawda niezbyt obfitym deszczu spodziewałem się więcej błota. Częściowo wyschło, a to co pozostało schowało się pod warstwą opadających liści. Nad wodą pusto, kilku wędkarzy i rowerzystów, za to nad brzegiem łabędzia rodzinką zrobiła sobie kąpiel pielęgnacyjną, dokładnie czyszczą swoje piórka.

Stałe miejsce kąpielowe wolne, ławeczka pod drzewami. Nie czekając zbyt długo wskoczyłem do wody. Już da się odczuć chłód bijący z głębi wody, ale bardzo przyjemnie jest sobie wskoczyć choć na chwilę. Po kąpieli posiedziałem sobie jeszcze chwile w ciszy na ławce delektując się właśnie tą ciszą wpatrzony w wodę.

Ubrałem się, zjadłem banana i udałem się w kierunku domu.

Od razu lepiej człowiek się czuje, teraz gdy głowa oczyszczona można wrócić do pracy.

