Kiekrz – zataczając koło

Piątkowy poranek, zachmurzone niebo, za oknem morko – wsiadłem na rower i pognałem nad Rusałkę. Po chwili pojawił się Bartek i razem popędziliśmy w stronę Kiekrza. Tempo było mocne, ale nie przesadzaliśmy. Dzisiaj postanowiliśmy objechać jezioro Kierskie dookoła. Dawno już tam nie jechałem.
Zatrzymaliśmy się na chwile przy jeziorze, tym razem na przeciwległym brzegu. Z tej strony ścieżka jest na znacznej wysokości co przekłada się na piękną panoramę jeziora.

Dalej pojechaliśmy przed siebie ścieżką, która biegała z jednej strony wzdłuż jeziora, z drugiej niedaleko nowo wybudowanych domów, przynajmniej tak wyglądały. Mimo deszczu, który coraz intensywniej padał humory dopisywały i jechało się super.

Krótka przerwa na kilka fotek nad brzegiem jeziora. Woda niesamowicie czysta, będzie trzeba przyjechać tu z kąpielówkami.


Jadąc ścieżką dojechaliśmy do miejsca, które niestety nie wyglądało na przejezdne, chyba że chcielibyśmy taplać się w niezłym błocie. Skończyła się nasza piękna ścieżka, która okazała się bardzo urozmaicona, były podjazdy, zjazdy, wąskie tracki – bardzo przyjemna.

Pojechaliśmy zatem w górę wzdłuż pola i dojechaliśmy do drogi asfaltowej.

Chwilę błądziliśmy po asfaltowych uliczkach by w końcu dojechać na właściwą drogę, która była już drogą powrotną w stronę Strzeszynka.
Przystanęliśmy jeszcze na pomoście nad Rusałką – nie wiem czy to ten kolor sprawia, że przyciąga nas ciągle to miejsce.

I tym sposobem zatoczyliśmy piękne koło od rana.

