Ogniskowo opodal Dziewiczej Góry

Poszukując miejsca na ognisko najpierw rozpatrywaliśmy miejscówkę na plaży przy Strzeszynku z uwagi na to, że przy okazji miała się odbyć kąpiel w jeziorze. Niestety termin, który sobie ustaliliśmy był już zajęty przez inną ekipę. Poszukując dalej dotarliśmy pod Dziewiczą Górę, a dokładniej do Dziewiczej Bazy. Bardzo przyjemne miejsce, świetnie zorganizowane jeśli chodzi o tego typu spotkania – dodatkowo w rejonie idealnym na rowery. Wstępnie tylko ja i Bartek zdeklarowaliśmy się przyjechać rowerami, reszta dojedzie samochodami. Z Bartkiem dość szybkim tempem przyjechaliśmy chyba z 30 min przed czasem.

dscf3872

Po chwili pojawił się miły Pan, który obsługiwał ognisko, przywiózł drewno i rozpalił ognisko – od razu zrobiło się jakoś przyjemniej zwłaszcza, że kropił deszcz i nie było zbyt ciepło.

dscf3875

Długo nie czekaliśmy i zaczęli się zjeżdżać ludzie. Początkowo ognisko nie chciało się za bardzo palić z uwagi na wilgotność powietrza, jednak gdy nabrało odpowiedniej temperatury pięknie się paliło.

img_2691

dscf3880

W między czasie przyjechał Krzysiek także na rowerze, co bardzo nas ucieszyło – kolejny człowiek do pokręcenia po górkach. Piotr także przyjechał na rowerze, więc było nas już czterech. Mimo, że nie każdy był amatorem kiełbasy wszyscy wcinali ją ze smakiem.

img_2694

Po zjedzeniu kiełbasek w trójkę (Piotr musiał wcześniej jechać) ruszyliśmy na podbój Dziewiczej Góry, pozostali zrobili sobie spacer pod wieżę widokową na Dziewiczej Górze.

img_2700

Bartek, Krzysiek i ja rozpoczęliśmy od ciężkiego podjazdu, nie było łatwo, ale wszyscy wjechaliśmy na górę. Zjechaliśmy na dół zataczając koło i wróciliśmy ponownie na górę tym razem długim podjazdem. Spacerowicze już zdążyli dotrzeć pod wierzę widokową i czekali na nas.

Podjeżdżając czuło się ogromną różnicę, było bardzo ciężko, ale my się tak łatwo nie poddajemy.

img_2719

img_2726

Po chwili wszyscy w komplecie byliśmy na górze.

img_2729

Na dół zjechaliśmy tym razem killerem. Gdy słyszę tą nazwę od razu przypomina mi się Adam i jego spotkanie z drzewem, to zostanie już w głowie na zawsze. Najpierw zjeżdżał Krzysiek doświadczony biker, od razu widać jak sobie radzi na tym trudnym zjeździe.

img_2733

img_2739

Po nim jechałem ja dużo bardziej asekuracyjnie.

img_2743

img_2748

I ruszył Bartek, który pod koniec puścił hamulec i mocno go poniosło, na szczęście dojechał bezpiecznie do samego dołu.

img_2755

img_2758

Dojechaliśmy do miejsca z ogniskiem, ale kusiło by zrobić jeszcze jedną rundę i pojechaliśmy na ostatni podjazd.

Wspaniałe spotkanie, przyjemne zmęczenie na górkach.

Dzięki wszystkim za przybycie i miłą zabawę.