Kręcenie po norwesku

Szczęśliwym splotem wydarzeń dotarliśmy do Norwegii, dokładnie do Vinterbro w okolicach Oslo. Piękne miasteczko położone nad jeziorem Pollevannet, które jest otoczone rezerwatem ptaków. Mieliśmy tą przyjemność mieszkać kilka minut spacerkiem od jeziora. Oczywiście to sprawiło, że codziennie z rana zaliczałem orzeźwiającą kąpiel.

Mimo, że byliśmy z dala od gór to jednak duża część Norwegii ma skaliste podłoże, a co za tym idzie teren jest bardzo pagórkowaty, wprost idealny na rower w każdej postaci. Czy to treningi czy też wycieczki rowerowymi ścieżkami w pięknym otoczeniu, których tu nie brakuje.
Okazuje się, że Norwegia jest bardzo rowerowa, na każdym kroku można spotkać rowerzystów, rowery do wypożyczenia i wszechobecne ścieżki rowerowe, to piękne.

Będąc w Oslo natknęliśmy się na nowoczesne biurowce, przy których stały rowerowe stojaki. Nie sposób było się przy nich nie zatrzymać.

Pogoda jak na tę porę roku w Norwegii była wręcz nierealna, co nas bardzo cieszyło. Mogliśmy delektować się w promieniach słońca całym tym pięknym krajobrazem. Nasi gospodarze udostępnili nam swoje rowery, nie były to super ścigacze, ale na rowerową wycieczkę idealne.
Po pysznym śniadaniu dosiedliśmy dwukołowce i ruszyliśmy przed siebie. Już na starcie ścieżka zaczyna piąć się w górę. Mijamy nasze jezioro, tym razem widzimy je z innej perspektywy, wygląda pięknie. Chwilę później zielone pole, z którego wyrastają skały.

Po jakimś czasie odbiliśmy w boczną dróżkę, którą dojechaliśmy nad morze, a raczej przepiękną zatokę. Zatrzymujemy się na dłużej na jednym z wielu pomostów i robimy sobie przerwę na kanapkę. Korzystając z okazji wskakuję do wody, by się trochę ochłodzić.

Przy pomoście stała ciekawa, metalowa konstrukcja, która po chwili okazała się zegarem słonecznym na dodatek zegar ten wskazywał prawidłową godzinę.

Po krótkiej przerwie ruszamy w dalszą drogę. Po chwili dojeżdżamy do prywatnej działki, która kończy naszą drogę tą ścieżką. Cofamy się więc do drogi, z której tutaj przyjechaliśmy. Dojeżdżamy do budki z lodami, oczywiście zatrzymaliśmy się przy niej i kupiliśmy sobie po porcji. Okazały się ogromne, nawet ja wielki pożeracz lodów miałem problem, by się uporać z tą górą lodów – były pyszne. Lodziarnia także położona nad wodą.

Jadąc dalej zatrzymujemy się na skarpie, z której mamy piękny widok na zatoczkę, której końca nie widać.

Stajemy tu tylko na chwilę i ruszamy dalej, po chwili dojeżdżamy nad kolejne jezioro tym razem Jezioro Arungen. Jedziemy kawałek wzdłuż niego po czym zerkamy na mapę. Trzeba kawałek się cofnąć i odbijamy w kierunku Drobak.

Po jakimś czasie wjeżdżamy na szeroką gruntową drogę, która prowadzi nas przez las i pola, stopniowo pnie się ku górze. Nachylenie jednak nie jest duże i bez problemu jedziemy dalej. Ja sam bardzo lubię wzmagać się z podjazdami. Po drodze mijamy piękny kościółek, a tuż za nim piękny cmentarz, otulający zieloną trawką niewielkie pomniki.

Chwilę później kolejna górka, rozpędzamy się i szybko wdrapujemy się na nią by później spokojnie pedałować dalej.

Po kilku kilometrach docieramy do miasteczka Drøbak, położonego nad fiordem Oslo. Wszędzie pełno jachtów, wielkich i małych, gdzieś oddali wielkie promy pasażerskie wypływają w morze, a tuż obok niż przepływają małe motorówki. Wszystko to skleja się w niezwykle barwny i malowniczy obrazek.

Jadąc dalej znajdujemy fajne miejsce na kolejną kąpiel, której nie mogę się oprzeć.

Norwegia bardzo nas zachwyciła swym niezwykłym krajobrazem. A stosunek do rowerzystów zaskoczył nas bardzo. Nawet autobusy przepuszczały nas na pasach co w Polsce jest nie do pomyślenia. Trzeba tu koniecznie wrócić z własnymi rowerami i pojechać może gdzieś bardziej na północ w wyższe góry.

