Majówka pod dębami

Duża część piątku majowego minęła w deszczowym rytmie, dlatego gdy w sobotni poranek zbudziło nas słonce było jasne – idziemy na rower. Kanapki, woda, coś słodkiego do plecaka i ruszam z moją Anią. By sobie skrócić dojazd jedziemy do Puszczykówka pociągiem – pociąg już za nami czekał.

Pogoda przepiękna, choć gdy zaszło słońce to od razu robiło się chłodno, ale w końcu mamy rowery więc może być tylko miło. W Puszczykówku zamiast wjechać od razu na nasz szlak, błądziliśmy przez chwilę po uliczkach. Początkowo jechaliśmy ścieżką rowerową wzdłuż ulicy Nadwarciańskiej. Po jakimś czasie skręciliśmy w kierunku Kórnika w dość ruchliwą drogę nr 431, na szczęście tylko kawałek jechaliśmy tą drogą. Przejechaliśmy przez most na Warcie i już jesteśmy w Rogalinku.

Tuż za znakiem Rogalinek skręciliśmy w boczną ścieżkę i dalej kierowaliśmy się pomarańczowym szlakiem rowerowym (Rowerowy Pierścień Dookoła Poznania). Gdy w zeszłym roku robiłem Pierścień Dokoła Poznania było już ciemno i z Rogalina jechałem drogą zamiast pomarańczowym szlakiem – przegapiłem zjazd.
Zatrzymujemy się, by upewnić się czy na pewno powinniśmy tu skręcić – wszystko się zgadza, możemy jechać dalej ciesząc się polną drogą.

Kawałek dalej zatrzymujemy się w przyjemnym miejscu nad Wartą i nie ukrywając to dobre miejsce na zjedzenie kanapki.



Po krótkiej, ale jakże przyjemnej przerwie ruszyliśmy dalej i tu zaczęło się bajeczne miejsce.

Z oddali na wielkich, zielonych łąkach będących Starorzeczem Warty wyłaniają się okazałe dęby.


Nie sposób minąć to miejsce obojętnie, każdy najmniejszy skrawek tworzy z tego szlaku magiczny ogród, który przenosi nas do innego świata. Podjeżdżamy bliżej i zsiadamy z rowerów, by nacieszyć się pięknem tego miejsca. Ania od razu zauważyła połacie stokrotek 🙂

Przerwa w takim miejscu mogłaby trwać wiecznie. I tutaj po raz pierwszy korzystam z mojego jakże niezwykłego kubka, który niedawno nabyłem. Niezwykły kubek w niezwykłym miejscu – dzięki PNT.


Tak blisko, a tak daleko – wiele razy byłem w okolicy, ale nie wiedzieć dlaczego omijałem to miejsce.







Po dłuższej chwili wsiadamy na rower i wracamy z powrotem na pomarańczowy szlak.

Dęby z oddali prezentują się jak wielkie posągi, albo leśne stwory – cudowny widok.

Chwilę później przystajemy przy kolejnym drzewie, który swymi rozmiarami przykuł naszą uwagę. W środku jest nieomal pusty, a mimo to cała jego korona rozkwita bujną zielenią – przepiękny widok.



Kawałek dalej kolejny okaz – tym razem powalony, leży tu niczym rzeźba, z której wyrastają kwiaty, i w której żyje tysiące stworzeń. Najbardziej niezwykłe w naturze jest to, jak potrafi zagospodarować każdy najmniejszy fragment fauny czy flory. Zanim się spostrzegłem, Ania była już na górze przechadzając się po jego wielkich konarach jakby były to korytarze muzeum z wystawionymi pięknymi dziełami.

W środku była przestrzeń dla światła, które zagląda tu każdego dnia.


Natura stworzyła tu sobie piękny ogród, który był jednocześnie wspaniałym tarasem widokowym.



Ania dojrzała tu także fragmenty, którymi zapewne inspirował się Vincent van Gogh tworząc swoje dzieła 🙂

Jadąc dalej zatrzymujemy się, by popatrzeć na łabędzie, które tak były zajęte własną higieną, że kompletnie nie zwracały na nas uwagi nawet gdy pochodziliśmy dość blisko.

Kawałek dalej widać, że bobry tu nie próżnują i dobrze się bawią.

Przed nami pojawia się długa, piaszczysta górka, na której trzeba zmienić przełożenie i dojeżdżamy do drogi asfaltowej prowadzącej w okolice Pałacu w Rogalinie. Ania najbardziej się cieszyła na zwiedzanie tego miejsca, niestety jak się okazuje pałac jest ciągle w remoncie i nie można przejść za ogrodzenie. Na szczęście na teren parku można wejść, wjechać rowerem.


Od razu podjeżdżamy bliżej pałacu w poszukiwaniu jakiegoś przejścia, przy jednej z bram spotykamy przepięknego owczarka niemieckiego, który jest dla nas bardzo przyjazny, nawet dał się pogłaskać.


W parku tym znajdują się największe okazy jakie można spotkać w Rogalińskim Parku Krajobrazowym – mowa oczywiście o dębach Lech, Czech i Rus.


Chwilę się pokręciliśmy po parku i wracamy. Miejsce to bardzo urokliwe, jednak jak wszystkie miejsca, które są pełne ludzi i bardziej komercyjne tracą swój urok w porównaniu do tych dzikich miejsc, które mijaliśmy wcześniej.
Nasze brzuszki już głośno krzyczą do nas, a tym samym udajemy się do restauracji leżącej po drugiej stronie drogi „Restauracja pod dębami”. Jemy tutaj przepyszny, domowy obiad. Po dłuższej przerwie zamiast wracać do domu postanawiamy udać się w kierunku Kórnika.
Przez chwilę jedziemy główną drogą, by po kilku minutach odbić w polną ścieżkę, która jak zwykle okazuje się dużo przyjemniejsza.


Przystajemy przy polach rzepaku, które pięknie kontrastują z otaczającymi, dopiero wzrastającymi zielonymi polami zbóż.



Ponownie wyjeżdżamy na drogę, jednak jedziemy już teraz znacznie przyjemniejszą i spokojniejszą drogą, wzdłuż której biegnie właśnie pomarańczowy szlak rowerowy. Co chwilę mijamy coś przy czym chcemy się choć na krótko zatrzymać.





Nawet stara, rozwalająca się szopa przy drodze nie pozwala przejechać obojętnie, musiałem przystanąć.

Jadąc przed siebie dojeżdżamy do Kórnika, kierujemy się do zamku szlakiem wzdłuż jeziora. Przystajemy i siadamy na ławeczce, która jest pomnikiem ku czci Wisławy Szymborskiej, która właśnie w Kórniku się urodziła.

Przy zamku na jakiś czas rozstajemy się – Ania udaje się do Zamku zwiedzać komnaty, ja natomiast zaczekam na nią w pięknych ogrodach. Po jakimś czasie Ania dołącza do mnie i razem przechadzamy się pośród przepięknych kwiatów i drzew. Niestety te tłumy psują cały urok tego miejsca.









Po sporej dawce emocji, tlenu, które dostarczył nam ten piękny dzień jesteśmy już bardzo znużeni i nie chce nam się pedałować do Poznania. Zatem udajemy się do Gądek na dworzec PKP, skąd udamy się do domu. Na dworcu okazuje się, że mamy do pociągu jeszcze godzinę i odpoczywamy sobie siedząc na ławeczce.


Będąc w Gądkach i chcą wejść na peron trzeba zapamiętać bardzo ważną informację „Strzeż się pociągu”.

To był wspaniały dzień – dziękuję mój zielony Łośku, że byłaś tu ze mną 🙂

