Niedzielnie nad Jeziorem Lusowskim

W niedzielne południe wybrałem się z Agatą w kierunku Jeziora Lusowskiego, wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, że tak będzie słońce przygrzewało. To się nazywa wybrać idealną godzinę na rower 🙂 Ale nic jedziemy, co jakiś czas przyjemny wiaterek pojawiał się nie wiadomo skąd i chłodził nas. Jechaliśmy spokojnym, jednostajnym tempem, tylko zanim wyjechaliśmy z miasta przyspieszaliśmy by zdążyć na zielone światło, a mieliśmy po drodze kilka skrzyżowań do minięcia. Cały czas jechaliśmy ścieżką rowerową i nie musieliśmy się przejmować pędzącymi na drodze samochodami. Gdy wyjechaliśmy z miasta przez jakiś czas jechaliśmy wąską drogą, ale całkowicie pozbawioną samochodów – takie lubię 🙂 Z czasem wyjechaliśmy ponownie na ścieżkę i mijając pola, na których baloty słomy czekały na zwiezienie do stodoły zatrzymaliśmy się przy jednym z nich. Oczywiście musiałem się na niego wdrapać – najpierw Agata wzięła niezły rozbieg.

Jednak coś jej nie wyszło – a to balot 🙂


Ja zrobiłem to jak to mawia moja Ania – błyskiem, od razu stałem się jakiś większy 🙂



Później jednak przez całą drogę czułem jak mnie wszystko swędzi, od razu przypomniałem sobie żniwa – cudowny czas spędzony na niezliczonych polach, na których bez końca walczyłem ze snopkami słomy.

W pewnej wiosce przystanąłem na chwilę spoglądając na jaskółki przesiadujące na liniach wysokiego napięcia, grały jakiś nowy rodzaj minimalistycznej muzyki – bo wystarczyła im czterolinia 🙂

Powietrze od słońca było tak nagrzane, że wszystkie stworzenia szukały tylko cienia by od niego odpocząć, my nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy jechać przed siebie czując na sobie palące słońce.

Po jakimś czasie dojechaliśmy do Lusowa, gdzie od razu uzupełniliśmy zapasy płynów, a później udaliśmy się nad jezioro, szybko minęliśmy tłumy plażowiczów i wjechaliśmy w pięknie zacienioną ścieżkę biegnącą wzdłuż brzegu Jeziora Lusowskiego, bardzo lubię tą ścieżkę, szczególnie fajna jest gdy się tu jedzie z większą prędkością.

Od razu zrobiło się przyjemniej, po chwili zboczyliśmy nad wodę w piękne, zaciszne miejsce. Dawno tu nie byłem i zapomniałem, że jest tu tak czysta woda. Szkoda tylko, że jest tyle glonów, niestety nie przepadam za tą roślinnością we wodzie i na dnie.

Rowery tak jak i my mogły sobie odpocząć w cieniu i wylegiwać się na trawce 🙂




Glony pod wodą wyglądały pięknie, jednak w dotyku to już nie jest takie przyjemne.

Nawet kaczki uciekały przed słońcem skrywając się pod drzewami.

Po krótkiej przerwie pojechaliśmy dalej w stronę fajnych pomostów z ławeczkami – ciekawe rozwiązania, pewnie wędkarze z nich najczęściej korzystają.




Byłem tu trzeci raz, ale za każdym razem coś nowego tu odkrywam.

Dzięki Agata za miłe kręcenie 🙂

