Otwarcie sezonu morsowego

Obudziłem się i wyjrzałem przez okno, niebo wypełnione po brzegi gęstą warstwą chmur i nie zapowiadało się, że będzie lepiej. Mimo to bardzo się cieszyłem na dzisiejsze spotkanie i otwarcie sezonu morsowego ze Zgrupką Luboń. Około godziny 9:30 ubrałem się, do zapakowanego po brzegi plecaka wcisnąłem jeszcze tylko banany i ruszyłem w stronę Jeziora Maltańskeigo, gdzie tradycyjnie się spotykamy. Gdy dojechałem na miejsce spotkania nikogo jeszcze nie było – pokręciłem się przez chwilę przy pobliskim miejscu rekreacji 🙂

Po chwili pojawili się pierwsi zgrupkowicze – Anita, Marysia i Marek, za nimi zaczęli zjeżdżać się pozostali i trochę się nas uzbierało.


Gdy wszyscy się pojawili ruszyliśmy w stronę Sołacza. Przy Cytadeli wraz ze Stachem odbiliśmy pod górkę, reszta pojechała ścieżką rowerową. Od razu tętno ładnie skoczyło. Przejechaliśmy przez całą Cytadelę po fajnych trackach i spotkaliśmy się z resztą na skrzyżowaniu.
Jadąc dalej piękną ścieżką wzdłuż Bogdanki czułem się świetnie – górki na Cytadeli nieźle mnie rozgrzały.




Minęliśmy Sołacz gdzie dołączyła koleżanka i dalej przez Rusałkę kierowaliśmy się w stronę Kiekrza. Kolorowe stroje pięknie się komponowały z jesiennymi barwami, które przez całą drogę nam towarzyszyły.



Przejechaliśmy przez Strzeszynek, z każdym obrotem korby zbliżając się do miejsca naszej kąpieli. Moja ławeczka, gdzie zawsze się kąpię stała pusta – tym razem zaliczę kąpiel w nowym miejscu. Właściwie to będzie moja pierwsza kąpiel na Kiekrzu – tyle razy tu byłem, a nigdy nie zaliczyłem kąpieli.


Chwilę później byliśmy już na miejscu, gdzie cześć rozpalała już grilla, a nasza czwórka (Sandra, Sławek, Kolega z Morsów Pobiedziska i ja) szykowała się do kąpieli. Zrobiłem ostatnie zdjęcie i aparat zastrajkował – nawet fajnie wyszło, każdy w innym świecie 🙂

Na szczęście zawsze można liczyć na Marysię jeśli chodzi o fotki, tak było i tym razem. Zanim się rozebrałem pozostała trójka siedziała już we wodzie, więc szybko wbiegłem do nich, by cieszyć się razem tą chwilą.

fot. Marysia

fot. Marysia
Chwilę później odwiedził nas Grzegorz – o dziwo sam, nie było innych szosowców.

fot. Marysia
Po krótkiej rozmowie jeszcze raz wskoczyłem do wody i próbowałem złapać jedną z kaczek na grilla 🙂

fot. Marysia
Temperatura wody o tej porze roku nie jest jeszcze taka niska, ale mimo wszystko gdy wyszedłem z wody to trząsłem się z wychłodzenia, a jednocześnie czułem się wyśmienicie – to właśnie jest morsowanie – mega skrajne emocje.
Gdy się ubraliśmy, rozgrzaliśmy się gorącą herbatą, a grill już chodził na pełnych obrotach – były kiełbaski, paluszki rybne, ktoś smażył sobie banany i były też próby podsmażenia ciastek – nie wiem czy udane.

fot. Marysia

fot. Marysia
Ze Sławkiem chcieliśmy nawiązać kontakt z wodnym ptactwem, ale kaczki i łabędzie chyba się na nas obraziły.

fot. Marysia
To był cudowny dzień, dziękuję wszystkim za tak fajne spędzony czas i do następnego morsowania 🙂

