Wczesnojesienny WPN

Od samego rana niebo wróżyło piękny dzień, dlatego ok. godziny 9 wsiadłem na rower i pokręciłem w stronę Wielkopolskiego Parku Narodowego (WPN). Temperatura powietrza nie była może zbyt wysoka, jednak to w żaden sposób nie zmniejszało mojej satysfakcji z jazdy. Droga nie była pusta więc się ucieszyłem, gdy przekroczyłem w Komornikach drogę nr 5 i wjechałem na drogę z betonowych płyt zagłębiając się coraz bardziej w las. Gdy dotarłem na leśny parking odbiłem w stronę Jeziora Góreckiego.

Z każdą chwilą nabierałem prędkości i pędziłem wzdłuż jeziora ścieżką najeżoną korzeniami i wybojami. Po chwili ujrzałem przed sobą grupę uczniów, którzy pewnie wybrali się tu na jakąś wycieczkę przyrodniczą – takie wycieczki to ja lubię. Część z nich zrobiła mi miejsce, pozostałych wyminąłem – dziewczyny aż zapiszczały, gdy nagle poczuły przelatujący po skórze wiatr i szelest liści, po których dość szybko śmignąłem 🙂
Pędząc dalej skręciłem w singla, który prowadził mnie skarpą nad brzegiem jeziora – z górki i pod górkę.

Gdy zjechałem ze skarpy zostawiając za plecami jezioro ścieżka zaczęła zanikać, albo po prostu była mało uczęszczana i przykryły ją jesienne liście.

Dywan z liści doprowadził mnie do powalonego drzewa, za którym rosły coraz wyższe trawy pomieszane z jeżynami – postanowiłem zawrócić.

Chwilę później skręciłem w prawo w dobrze widoczną ścieżkę i jadąc nią dojechałem do ubitej szerokiej drogi – przez jakiś czas jechałem przed siebie po czym skręciłem w lewo. Po drodze mijałem drzewa, które szykowały swoje nowe jesienne ubarwienie.

Jadąc przed siebie dotarłem ponownie nad Jezioro Góreckie, wyjechałem na skarpę, którą pół godziny temu jechałem – tym razem pojechałem w przeciwnym kierunku.

Słońce pięknie rozświetlało liście sprawiając, że pod różnym kątem wyglądały jakby miały inną barwę – światło to jednak magia 🙂

A konary drzew rosnące tuż nad brzegiem wyglądały jakby chciały zaczerpnąć wody za pomocą młodziutkich listków.

W sobotę jechałem dokładnie tą samą drogą zamykając żółtą trasę biegu Forest Run. Dzisiaj nie mija mnie żaden biegacz z niebieskiej trasy, na drzewach nie ma już kolorowych taśm, żółcą się tylko liście, jest tak spokojnie, słychać mnóstwo odgłosów – jednak są to tylko odgłosy natury.




Kilka minut później docieram nad brzeg jeziora gdzie robię sobie krótką przerwę. Jezioro wygląda jakby zrobiło sobie przedpołudniową drzemkę.


W pewnym momencie usłyszałem głośne trzepotanie – gdy się odwróciłem w oddali dostrzegłem spore stado ptaków wzlatujących i opadających na wodzie. Podczas startu z dużą siłą trzepotały skrzydłami, które uderzając o taflę wody wydawały ciekawe dźwięki. Niestety mój aparat z takiej odległości nie mógł ściągnąć wyraźnie tego pięknego widowiska. Możliwe, że były to czaple, albo kormorany, które podobno zamieszkują Wyspę Zamkową.

Wracając ponownie Grajzerówką z przeciwka ujrzałem autobus, zjechałem z płyt by zrobić mu miejsce i byłem w szoku, gdy kierowca mi podziękował – coś się jednak zmienia w społeczeństwie 🙂
Za plecami chmury stworzyły wraz ze słońcem przepiękny obrazek na niebie.

To był cudowny poranek.

