Wiatrak w Rogierówku

Piękny niedzielny poranek – spakowałem kanapki, picie, banany i ruszyłem na spotkanie grupy FUN. Dzisiaj jednak inną trasą – jadę w stronę Lubonia, gdzie spotykam się z Marysią i Markiem. W stronę Malty jedziemy pięknymi ścieżkami Dębiny, później nad Wartą. Jest bardzo cicho, jakby natura jeszcze nie do końca się zbudziła. Gdy dojechaliśmy na miejsce kilku rowerzystów już czekało. Dzisiaj Zgrupka Luboń pod kierownictwem Agnieszki (alias Kura) poprowadzi nas w okolice Kiekrza, a dokładniej do wsi Rogierówko, gdzie stoi zabytkowy, ośmioboczny, wiatrak holender z 1905 roku.
Z każdą chwilą pojawiają się kolejni fani dwóch kółek – widzę stałych bywalców oraz nowe twarze.


Ostatecznie zebrało się nas ponad dwadzieścia osób – całkiem niezła zgrupka 🙂
Ruszyliśmy z uśmiechem na twarzach – w okolicach Cytadeli na prowadzenie wychodzi Robert ciągnąc za sobą kolorowy peleton.



Na Rusałce dołączyła się moja znajoma Agata – to jej zgrupkowy debiut 🙂
Gdy zanurzyliśmy się w leśne ścieżki od razu zrobiło się pięknie – jesień otaczała nas z każdej strony, a kolorowe stroje cudownie się komponowały w tej leśnej scenerii. Do tego ten liść, który zawisł na jednej z gałęzi, jakby zatrzymał się w czasie.


Podczas krótkiej przerwy mój rower położył się na miękkim dywanie z liści i w ciszy sobie odpoczywał.

Jeszcze tylko pamiątkowa fota i ruszamy w dalszą drogę.

Minęliśmy Strzeszynek i dojeżdżamy w okolice Kiekrza – ja popędziłem swoją ścieżką na około i wyjechałem na przeciw wesołej grupce.

Jechała z nami też młoda panienka dzielnie kręcąc przed siebie – to dla mnie zawsze piękny widok.




Po jakimś czasie słońce zaczęło nieźle przygrzewać, krótka przerwa na pięknej polanie. Wszyscy szykują się do zdjęcia – więc będą mieli z różnych perspektyw.

Tylu nas było, że ledwo objąłem.

Kawałek dalej przystajemy przy Biedronce by uzupełnić zapasy i dojeżdżamy do miejsca docelowego – wiatrak prezentuje się świetnie.


Po chwili wita nas gospodarz i możemy zobaczyć co kryje ta piękna budowla w swoim wnętrzu.



Ponad stuletni wiatrak zachował się w całkiem niezłym stanie. Jako jedyny w Wielkopolsce był w dużym stopniu zautomatyzowany poprzez zastosowanie dodatkowego napędu parowego. Pan Tadeusz opowiadał o tym niezwykłym miejscu.


Od razu miałem ochotę zajrzeć do każdego kąta ten niezwykłej konstrukcji.








Wiatrak składał się z kilku poziomów, na które prowadziły drewniane schody.


Na zewnątrz kręciła się słodka i bardzo spokojna psina – idealnie pasująca do tego miejsca.


Gdy wyszedłem na zewnątrz od razu poczułem głód – ze smakiem wciągnąłem kanapki. Chwilę później ruszyliśmy w drogę powrotną. Cała grupa pojechała drogą nad jeziorem Kierskim, ja z Agatą odbiliśmy w stronę domu jadąc przez Strzeszynek. Tuż za stadniną koni złapałem gumę – nie przejmowałem się tym zwłaszcza, że zawsze wożę ze sobą dętkę i pompkę. Gdy zdjąłem koło i zacząłem pompować nową dętkę okazało się, że moja dawno nieużywana pompka odmówiła współpracy. A więc czeka mnie spacer – Agata dotrzymała mi towarzystwa. I tak krok za krokiem posuwaliśmy się w stronę Rusałki. Po drodze mijało nas mnóstwo rowerzystów – co jest zrozumiałe w piękny niedzielny dzień na tej trasie. Jednak tylko jeden z nich zatrzymał się i zapytał czy może pomóc. Niestety okazało się, że sam nie ma pompki mimo, że był przekonany, że wozi ją przy sobie – została przy innym rowerze. Także szliśmy dalej delektując się jesiennym klimatem. Gdy doszliśmy w okolice tunelu kolejowego prowadzącym na Sołacz Agata ruszyła w swoją stronę, ja w stronę Botanicznej. I nagle wyjechała mi zgrupka, która zatoczyła pętlę. Nie zmieniałem już dętki tylko pożyczyłem od Roberta pompkę i dopompowałem, by dojechać do domu i dojechałem 🙂
Dzięki za pomoc – na zgrupkę zawsze można liczyć. Dziękuję też wszystkim za miło spędzony czas i poznanie nowego miejsca na mojej rowerowej mapie.

