Podążając w kierunku cienia

Powietrze, które wypełniało dzisiejszy dzień spowodowało, że moje myśli odpływały, a wraz z nimi moje ciało – postanowiłem uciec. Pokręciłem do lasku, by odnaleźć w nim chwile wytchnienia dla moich rozbieganych myśli. Instynktownie skierowałem się ku wodzie, rozgrzana od słońca tafla wody malowała na swej powierzchni nieomal bezchmurne niebo wypełnione po brzegi promieniami słońca. Przez chwilę siedziałem nad brzegiem nasłuchując ciszy, której nie sposób było nie usłyszeć.

dscf6828

Wtedy dostrzegłem bezgłośnie nadlatującą ważkę, która podobnie jak ja poszukiwała ochłody. Wpatrywałem się w nią przez chwilę po czym zniknęła w zielonej gęstwinie.

dscf6829

Przez cały czas upalne słońce walczyło z cieniem chcąc przepędzić go raz na zawsze, jednak ten tak łatwo się nie poddaje.

dscf6831

dscf6834

dscf6835

Po chwili przeniosłem się w inne miejsce, poczułem się jakbym podróżował w czasie. Temperatura jednoznacznie mówiła mi, że jest lato, jednak gdy skierowałem swój wzrok ku ziemi pożółkłe liście sprawiały wrażenie jesieni.

dscf6837

Pojechałem dalej w głąb lasu, gdzie słońce tłumione jest przez konary drzew i tylko delikatnie muska swym blaskiem moją skórę. Drzewa stojące w bezwietrznej chwili tworzyły coś na kształt tunelu – nie wiedziałem tylko dokąd prowadzi. Gdy wspiąłem się na jedno z nich ujrzałem swój rower stojący na jednym z leśnych parkingów.

dscf6851

dscf6857

dscf6866

Wtedy się obudziłem – to był ostatni dzień wakacji 🙂