W stronę zachodzącego słońca

Około 11 ruszyłem w stronę Dopiewa, gdy tylko wyszedłem z domu poczułem na skórze chłodny wiatr, ale nie ubierałem bluzy – było bardzo rześko. Patrząc na barwy mijanych po drodze drzew widać dobiegające końca lato. Ale to chyba jest najpiękniejsze w naturze, że z czasem pojawiają się zmiany, nowe kolory, nowe odczucia i doznania.

Mijane pole kukurydzy wypalone tegorocznym słońcem nie zapowiadają obfitych zbiorów, ale natura rządzi się własnymi prawami.


Spokojnie jechałem nieomal pustą droga, tylko co jakiś czas mijał mnie samochód. Kręciłem z większą kadencją ciesząc się pięknym dniem. Gdy dojechałem do celu chwilę krążyłem po uliczkach szukając właściwego adresu. Słońce coraz bardziej rozgrzewało się, wiatr ucichł. Przez jakiś czas bawiłem się w ogrodnika, kopiąc dziury pod nowe tuje, które stworzą w przyszłości piękny, naturalny płot. Sprawnie nam poszło i daliśmy radę posadzić wszystkie tuje.
Po ogrodowych pracach były naleśniki, z dużą ilością czekolady – przepyszne. Gdy brzuchy nam wypoczęły udaliśmy się na rower 🙂 Z moim nowym kumplem przejechaliśmy piaszczystą drogą pośród nowo powstających domów i dotarliśmy na boisko.


Od razu wskoczyliśmy na maszyny i razem tworzyliśmy nowe zestawy ćwiczeń. Nie ma jak dobra zabawa w ruchu i na świeżym powietrzu.

Gdy słońce wybrało się na zachód ruszyłem w stronę domu. Niebo wymalowane piękną barwą wraz słońcem szykowało się do snu.



To był przepiękny dzień – Karolina dziękuję 🙂

