Objazd trasy Poznań Bike Challenge

Dzisiaj o poranku ruszyłem w stronę Ronda Starołęki na spotkanie ze Zgrupką Luboń. Powietrze nie zdążyło się jeszcze rozgrzać od słońca, także było bardzo rześko. Mimo, że nie biorę udziału w zawodach postanowiłem towarzysko objechać z nimi trasę na dystansie 50km. Gdy dojechałem na miejsce czekała tam już spora ekipa i co chwile dojeżdżali kolejni na swoich szosówkach. Jak się okazało na MTB było nas tylko dwóch – przy czym ja miałem jeszcze stare 26″. Na 50km zgłosiły się tylko 4 osoby, pozostali robią dużą trasę – czyli 120km.



Gdy już wszyscy się pojawili nastąpił podział na grupy w zależności od tempa.



Ostatnią grupę dostała pod opiekę Anita – jedyna kobieta na dzisiejszym spotkaniu. Oczywiście ostatnia nie oznacza najsłabsza – trzeba dać szansę innym 🙂 Z uwagi na to, że w naszej grupie były 4 osoby, postanowiliśmy spróbować pojechać z grupą Anity. Czwarty z naszej grupy szybko wyemigrował do grupy na 120km – pewnie jak zobaczył, że jedzie dwóch kolesi na MTB stwierdził, że nie będzie się z nami wlókł w żółwim tempie:)
Gdy odjechały już wszystkie grupy ruszyliśmy za Anitą w stronę Ronda Starołęka.

W grupie tej znałem tylko Anitę i Krzyśka, ale jakoś nie czułem się obcy. Już po chwili licznik przekroczył 30km/h – dla większości na szosie jest to pewnie średnie tempo, dla mnie oznacza mocniejsze kręcenie. Tym bardziej, że po kontuzji nie kręcę na twardych przełożeniach i jechanie na 2 z przodu wymagało niezłej kadencji, ale nie było tak źle.




Czerwone – stoimy.

Po drodze pojawiały się niewielkie podjazdy, które bardzo lubię. Mimo, że momentami było bardzo ciężko dotrzymać tempa, jakoś dawałem radę.



Były chwile, że byłem bardzo zdziwiony, że za mną jeszcze ktoś jedzie, ale pewnie dlatego, że jechali w tempie spacerowym, a ja musiałem nieźle kręcić 🙂



W pewnym momencie przymusowy postój – pana. Dobry moment by coś przekąsić.






Rzut oka na trasę i po krótkiej przerwie ruszamy dalej.

Anita jak zawsze perfekcyjnie czyste buty, do tego skarpetki jak prosto ze sklepu 🙂

Ostatnie światła i za chwilę kończy się nasza trasa – zawracamy, reszta pędzi przed siebie 🙂

Wracamy w trójkę, czwarty tak jak pisałem wyłamał się i pojechał z nimi dalej. W powrotną stronę jedziemy trochę pod wiatr i gdy było z górki jakoś się tego nie odczuwało i trzeba było cisnąć. Gdy dojechaliśmy do Poznania zrobiliśmy jeszcze pętlę wg mapy i zakończyliśmy przy Malcie. Kolega na szosie chyba z nami za bardzo się nie namęczył 🙂

Mimo, że szosa to kompletnie nie moja bajka bardzo fajnie mi się jechało z tą grupą, myślę, że dużo przyjemniej niż gdybyśmy mieli jechać swoim tempem sami. Także jak na zawodach usłyszycie za sobą szum opon 2,2″ – to pomyślcie o mnie 🙂 Trzymam za wszystkich kciuki.
Dzięki wszystkim za fajną jazdę.

