Podążając za własnymi śladami

Nie czekając do dnia jutrzejszego wskoczyłem na rower i pomknąłem w kierunku lasu. Już przy pierwszym zakręcie czułem jak błoto przenika przez podwójną warstwę spodni. Za to w lesie znacznie więcej białego, nie tyle by od razu dosiadać biegówki, ale na jazdę dwukołowcem wystarczy. Zastanawiam się czy to już jest ta prawdziwa zima, czy tylko matka natura nas szczuje i dawkuje tego śniegu po drobince. Nie byłem tu jednak sam, leśne ścieżki pełne były jednośladów. Początkowo jeździłem po zostawionych wcześniej śladach. Ale po jakimś czasie odbiłem w boczną ścieżkę i podążyłem przed siebie. Później to już jeździłem po własnych śladach:-)