Poniedziałki we wodzie

Mimo chłodnego wiatru za oknem wsiadłem na rower i ruszyłem na poniedziałkowe spotkanie. Chwilę przed wyjazdem Bartek poinformował mnie, że jednak dzisiaj nie da rady dotrzeć, szkoda ale tak czasem bywa. Dojechałem nad rusałkę oczywiście wcześniej, ale inaczej nie potrafię. Z uwagi na temperaturę nie zatrzymałem się tylko cały czas jeździłem.
Lubię to miejsce o poranku, jest takie puste, ciche. Generalnie natura o poranku jest całkiem inna niż za dnia. 8 godzina to nie tak wcześnie, jednak tu jeszcze pustki, widać kilku biegaczy, spóźnieni wędkarze też się pojawiają.

Mijały minuty, a drugi Bartek nie nadjeżdża – po 15 minutach oczekiwania ruszyłem sam w kierunku Strzeszynka. Już nieźle stopy mi zmarzły więc jechałem dość szybko by się rozgrzać. Bardzo szybko dojechałem nad jezioro. Plaża jedna i druga całkowicie pusta, zero ludzi. Nad brzegiem widać początki zimy.

Nie zastanawiając się długo zacząłem się rozgrzewać bo jeszcze nie wszedłem do wody a już było mi zimno, niestety stopy na rowerze bez ocieplaczy bardzo to odczuwają.

Dzisiaj zabrałem ze sobą moje piankowe buty i rękawiczki, na pewno się przydadzą. Po chwili dojechał do mnie Bartek, zmęczony ciężkim, porannym treningiem. Rozebrał się częściowo jednak nie wszedł do wody, no trudno, wskoczyłem na chwilę sam. Temperatura wody z każdym dniem zbliża się do swojej stałej, zimowej temperatury. Przez ostatnie dwa tygodnie bardzo się to zmieniło. Uczucie całkiem inne niż jeszcze gdzieś w połowie listopada.


Po krótkiej kąpieli wyszedłem, wiał bardzo chłodny wiatr, ale pomimo tego było to super uczucie, właśnie dla tego uczucia robię to.

Na koniec nadpłynęły kaczki, które chyba też chciały się napić ciepłej herbaty:-)

Mimo zmarzniętych rąk i stóp bardzo przyjemnie rozpoczęty tydzień.

