Sanki, śnieżna górka i rower
Sobotnie południe skompane w błękitnym niebie przy akompaniamencie roztańczonego słońca to idealna chwila by pomknąć rowerem w leśne ostępy. Na drogach śnieg już dawno zrobił się niewidoczny. Drogi aż świecą swą czernią. Ja jednak udaję się do lasu, a tu czarnego trudno szukać. W lesie aż świeci bielą w oczy. I znowu słyszę ten piękny dźwięk, to śnieg spod moich kół wydaje te cudowne dźwięki. Prędkość nabieram bardzo wolno, koła buksują w śnieżnych zaspach, wpadając w poślizg co jakiś czas.
Na razie cisza, jestem tu sam. Po chwili dostrzegam ludzi, nie są to jednak rowerzyści, ale narciarze na biegówkach. Ścieżka zamienia się w gładszą, bez większych zasp. Piękne tereny na biegówki. Z uśmiechem mijam ludzi kierując się na leśną górkę. Tu oczywiście o spokoju nie ma co pomarzyć w taką pogodę. To dla dzieciaków śnieżny raj. Mi jednak to kompletnie nie przeszkadza. Zmieniam przerzutkę i pod górkę sunę, w śniegu strasznie mozolnie to idzie, ale jaka przyjemność gdy po chwili jestem już na górce ciesząc się jak dziecko.
Z początku ludzie dziwnie się na mnie patrzą, ale chyba nie ma się im co dziwić. Są tu rodzice z dziećmi, a w raz z nimi wszelkiego rodzaju śnieżne pojazdy. A ja tu nagle wyjeżdżam z rowerem. Ale co tam, nie będę się przecież tym przejmował. Po chwili czuję się jak równy z równym. Oni na sankach, a ja za nimi rowerem. Koła zapadają się przy podjeździe w śniegu, ale twardo cisnę na pedały, a obok mijają mnie dzieciaki na sankach. Wjeżdżam na górkę i z drugiej strony zjeżdżam uważając przy tym by rozpędzone do granic możliwości sanki z roześmianymi dzieciakami nie rozjechały mnie przypadkiem, albo ja nie wjechałbym na na nie.
Dzieci bywają zabawne i zawsze szczerze. Jadąc pod górkę usłyszałem jak dwie dziewczynki mówiły: „Też bym tu podjechała!” A druga do niej: „Ale on jedzie po śniegu”. Najfajniejsze w tym wszystkim jest widzieć tą radość w oczach dzieci, nie czują zimna i zmęczenia. Po prostu cieszą się daną chwilą.
Wierzę, że mimo dzieckiem już od dawna nie jestem nadal mam w sobie tą dziecięcą radość.
Właśnie tak spędziłem sobotnie południe, z górki i pod górkę, aż moje nogi zawołały dość.