Zielony, poranny sen

Zbudził mnie wiatr stukający do okna, wyjrzałem przez okno, niebo ponurą miało barwę. Nie czekając na słońce, które nie mogło się przebić przez tą gęstą warstwę chmur zjadłem śniadanie i dosiadłem mojego dwukołowca. Szybko znalazłem się w zielonym lasku, którego zapach o poranku jest tak niesamowity. Do tego z nieba zaczynał kropić delikatny deszczyk, a to sprawiało że jeszcze bardziej czułem jego zapach. Mieszając się z kroplami deszczu unosił się i ogarniał myśli, które tylko zieloną barwę widziały.

Pędziłem prostą ścieżką, co jakiś czas podskakując na korzeniach, które pojawiały się i znikały, a drzewa kołysały się poruszane wiatrem. Z liści spływały krople, które chmury zrzucały na ziemię, a dalej na moje ręce, twarz i szyję, rozpryskując się, cudowne uczucie.

Jechałem szybko zatrzymując się na końcu ścieżki, robiłem nawrót i znowu rozpędzałem koła, które jakby z radością pędziły przed siebie. Przez cały czas zielone myśli krążyły w mojej głowie, a w nosie miałem ten zielony zapach z kroplami deszczu wymieszany.

Tak właśnie zaczął się mój dzień:-)