Zgrupka Luboń zabezpiecza Forest Run

Jakiś czas temu Zgrupka Luboń została poproszona przez organizatora Forest Run o pomoc w rowerowym obstawieniu biegu. Ideą tego biegu jest ucieczka z miasta i zanurzenie się w leśnych ścieżkach, gdzie podczas biegu możemy każdym zmysłem odczuwać bliskość z naturą. Mimo, że nie jestem biegaczem idea Forest Run jest bardzo bliska mojemu sercu. Forest Run już po raz drugi organizowany jest na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego (WPN). Bieg odbywa się na trzech dystansach: 50km, 23km i 12,5km – z uwagi na zróżnicowany teren WPN bieg ten nie należy do łatwych, są korzenie, kamienie, zbiegi i podbiegi – wszystko to jednak w niezwykle pięknej scenerii gdzie można się poczuć jak w magicznym świecie.

Chętnych do zabezpieczenia trasy nie brakowało, od razu głosili się zgrupkowicze – ja zaoferowałem się zamykać żółtą trasę (23km).

Z częścią ekipy zabezpieczającej Forest Run spotkałem się na Dolnej Wildzie i ok 7:20 ruszyliśmy w stronę Osowej Góry zgarniając po drodze Anitę i Roberta, dogoniła nas też spóźniona Karolina. Dalej Gosia z Grzegorzem się jeszcze dołączyli. Gdy dotarliśmy na teren zawodów pozostali już na nas czekali. Mnóstwo ludzi, pełen parking samochodów, a nadal podjeżdżały kolejne.

Od razu popędziliśmy do miasteczka zawodów by dopiąć przed startem ostatnie szczegóły, omówienie zadań trasy – szybka odprawa.

dscf7150

dscf7151

dscf7152

Przed startem jeszcze ostatni spóźnieni odbierają numery.

dscf7154

Czekamy na tabliczki z kilometrami, które trzeba rozwiesić na trasach i ruszamy.

dscf7155

dscf7157

Marcin (Fisz) ruszył jako pierwszy bo zabezpieczał niebieską trasę (50km), która za chwile miała startować. Staliśmy na starcie i po chwili wszyscy ruszyli by obstawić swoje stanowiska. Okazało się, że zostałem tam sam – dziwnie się zrobiło.

dscf7158

dscf7160

Do startu żółtych pozostała prawie godzina, chwilę się pokręciłem po miasteczku zawodów i wróciłem na linię startu. Wtedy dostrzegłem Artura, z którym walczyliśmy do końca na WOŚP-owej setce. Przyjechał tu z rodzinką kibicować swoim. Okazało się, że w biegu startuje jego żona i siostra, dzieciaki też rowerowe – to się nazywa aktywna rodzinka 🙂 Porozmawialiśmy sobie i miło mi czas zleciał. Na piętnaście minut przed startem rozpoczęła się rozgrzewka. Na średniej trasie startowało ponad 300 osób, a na wszystkich dystansach ponad 600. Rozgrzewka była prowadzona przez profesjonalnego trenera, którzy startując w zeszłej edycji zajął 4 miejsce.

Wszyscy zbliżyli się i wspólnie wykonywali ćwiczenia prezentowane przez trenera. Z przyjemnością i podziwem patrzyło się na tych wszystkich ludzi, którzy za chwile zmierzą się z nie łatwą trasą. Wyglądali na skupionych, ale także uśmiechniętych i pełnych energii, aż miałem ochotę się do nich przyłączyć.

dscf7169

dscf7172

dscf7173

dscf7176

dscf7178

dscf7184

dscf7172

dscf7195

Po rozgrzewce nastąpiło odliczanie, teraz już nie było odwrotu – ruszyli, a ja spokojnie za nimi.

dscf7199

dscf7201

Moim zadaniem było oczyszczanie trasy z żółtych taśm i zamykanie średniego dystansu.

dscf7202

Jadąc rowerem byłem przekonany, że spokojnym tempem będę jechał za ostatnim zawodnikiem. Jednak rzeczywistość szybko to zweryfikowała. Dokładność oznaczeń na trasie (ilość taśm) sprawiła, że zatrzymując się co chwilę biegacze bardzo szybko się ode mnie oddalili i zniknęli zagłębiając się w zielonych ścieżkach tego jakże pięknego miejsca.

Worki z taśmami szybko się zapełniały, jechałem z plecakiem wypełnionym po brzegi – na szczęście mogłem zrzucić cały balas na punktach żywieniowych i zaczynać z pustymi workami 🙂 Nie pomyślałem niestety o nożu i z niektórymi taśmami trochę musiałem się posiłować. Przez pierwsze kilometry byłem na trasie całkowicie sam, spotkałem tylko jednego rowerzystę, który jechał kibicować swoim bliskim. Kręciłem z radością od taśmy do taśmy zapełniając kolejny worek.

Pierwszą na trasie spotkałem Martę, po jakimś czasie pojawiła się Anita, a dalej Sławek i Maciej, którzy dzielnie kierowali ruchem na biegowych skrzyżowaniach. Spotkałem też trochę spacerowiczów, którzy z zaciekawieniem przyglądali się co ja robię. Pewnie się zastanawiali po co mu te taśmy, a może jestem zbieraczem liści 🙂 Mijali mnie biegacze z niebieskiej trasy, a po chwili ja ich mijałem i tak od taśmy do taśmy – taka zabawa – kto pierwszy do taśmy 🙂 Z niektórymi to nie miałem szans.

Podążając za żółtymi taśmami niczym Jaś i Małgosia spotkałem ponownie Artura, który czekał na swoich bliskich – mi także kibicował 🙂

Jadąc tą ścieżką czułem się jak w magicznym świecie, do którego co jakiś czas przenikały mniej lub bardziej intensywne promienie słońca malując cieniem piękne wzory. Z każdym kilometrem taśmy znikały z drzew i lądowały w moim magicznym worku. W pewnym momencie dojechałem do miejsca gdzie zbiegały się wszystkie trasy tworząc trójbarwną tęczową ścieżkę.

dscf7206

Po jakimś czasie wjechałem do jednego z moich ulubionych miejsc w WPN, a mianowicie nad Jezioro Góreckie i tam wąskim trakiem delektowałem się wyłaniającymi się zza zakrętów nowymi taśmami.

dscf7210

dscf7212

Gdy w Sylwestra jechałem tą ścieżką odczucia były całkiem inne, jednak równie piękne – to miejsce jest niezwykłe. Coraz więcej niebieskich mijało mnie na trasie, część z nich mimo, że miała w nogach już sporo kilometrów sprawiali wrażenie jakby się dopiero rozgrzewali inni bardziej zmęczeni, ale z walecznym i dobrym nastawieniem nie odpuszczali.

Od czasu do czasu pojawiały się niezłe podbiegi, dla mnie z rowerem też były wyzwaniem 🙂

dscf7213

W pewnym momencie pojawiłem się drugi raz w punkcie żywieniowym, ale tym razem odbijałem w lewo.

dscf7218

Na ostatnich kilometrach nasilenie biegaczy z niebieskiej trasy znacznie wzrosło, co jakiś czas pytali mnie ile jest jeszcze do końca. Gdy odpowiadałem, pytali czy nie kłamię 🙂 Starałem się ich zmotywować do podjęcia ostatniego wysiłku i dotrzymania do mety.

Gdy dojechałem do mety ponownie byłem sam, reszta ekipy nadal na trasie. Przez jakiś czas siedziałem przy mecie dopingując brawami kończących ten morderczy dystans (50km). W pewnym momencie na metę wbiegła Pani z ekipy Spartanie Dzieciom. Jak się po chwili dowiedziałem podczas imprez, które organizują jako akcje charytatywne dla dzieci biegną dystans maratonu w zbrojach i z włóczniami – to jest naprawdę wyczyn.

dscf7223

Każdy biegacz tuż obok mety miał okazję skorzystać z profesjonalnego masażu – z każdą chwilą kolejka do masażu się wydłużała.

dscf7227

Z oddali było słychać okrzyki i wyczytywanie numerów kolejnych zawodników dobiegających do mety.

dscf7228

W miasteczku spotkałem ponownie Pana, który mijał mnie na trasie z ekipy Night Runners. Chwilę sobie porozmawialiśmy, nie wyglądał na mocno zmęczonego. Byłem przekonany, że to ekipa z Poznania, ale jak się okazuje to ekipa, którą można spotkać w całej Polsce.

dscf7232

W miasteczku była też możliwość zrelaksować się unosząc się tuż nad ziemią.

dscf7238

Posiedziałem jeszcze chwilę kibicując wbiegającym na metę i postanowiłem wyjechać naprzeciw naszej ekipie.

dscf7243

Marcin zamykał niebieską trasę i tym samym zgarniał po drodze wszystkich stojących na wyznaczonych punktach. Po kilku kilometrach pojawili się w dwójkę, reszta chwilę później nas dogoniła. Przed nami biegł bardzo już zmęczony ostatni zawodnik. W tyle osób to zwijanie taśm szło znacznie sprawniej, poza niebieskimi zwinęliśmy kilka żółtych pominiętych przeze mnie. Chwila przerwy by dać zawodnikowi więcej spokoju.

dscf7245

Z workami na plecach wypełnionymi po brzegi taśmami zbliżaliśmy się do mety.

dscf7247

Grzegorz stwierdził – może sfotografuję sobie taśmę 🙂

dscf7249

Spokojnie kręciliśmy zbliżając się do końca trasy.

dscf7251

dscf7252

dscf7253

dscf7254

Tuż przed metą zatrzymaliśmy się by dać się nacieszyć ostatniemu zawodnikowi, który miał blisko 50 lat – wielki szacun. Mimo ogromnego już zmęczenie nie odpuszczał i maszerując równym krokiem pokonywał ostatnie trudności.

dscf7255

Energicznie wszyscy razem minęliśmy linię mety – zadanie ukończone 🙂

Po otrzymaniu bonów żywnościowych udaliśmy się do bufetu. Oczywiście był makaron (uwielbiam) do wyboru trzy sosy – ja wybrałem z brokułami. Wypoczęci i najedzeni przymierzyliśmy się do podium – trzeba trenować na przyszłość 🙂

dscf7260

Medale i puchary wykonane z drewna – pierwszy raz się z czymś takim spotkałem – dla mnie super.

dscf7259

Po jakimś czasie były dekoracje kobiet i mężczyzn na wszystkich dystansach – czasy jakie osiągali najlepsi nie mieściły się nam w głowie – prawdziwi twardziele i twardzielki 🙂

Na przykład ta oto drobniutka dziewczyna otrzymała dwie nagrody, poza wygraną na trasie była także najlepsza w gminie Mosina.

dscf7266

A wszystkiemu przyglądał się z bliska Prezes Zgrupki Luboń.

dscf72692

Po zakończeniu dekoracji przenieśliśmy się na ognisko gdzie świętowaliśmy pierwszy rok Zgrupki Luboń – przyjechała całkiem spora ekipa 🙂

dscf7271

dscf7272

dscf7273

dscf7274

Dzieciaki zawsze sobie znajdą ciekawe zajęcie. Gdy patrzę na to zdjęcie to przychodzi mi na myśl stwierdzenie – ach te dzieci 🙂

dscf7276

Jak widać jedzenia na pewno nie brakowało, humoru i dobrej energii tym bardziej.

dscf7278

dscf7280

Dzisiaj od rana sporo kręciliśmy i wyszedł całkiem niezły wynik.

dscf7279

Ale uważajcie bo nowe pokolenie już zaczyna kręcić.

dscf7283

A podobno to była impreza biegowa 🙂

dscf7288

W mniejszych lub większych grupkach integrowaliśmy się tworząc jedną wielką zgrupkę.

dscf7290

dscf7292

dscf7293

Gdy wszyscy się najedli Magda spokojnie upiekła sobie kiełbaskę. Niezwykła dziewczyna, niezwykły człowiek, świetny kumpel – obdarzona wieloma talentami świadomymi i tymi mniej świadomymi. Zdolna i ambitna fizjoterapeutka sportowa – mi bardzo pomogła. Także jeśli coś was boli – nie czekajcie, zgłoście się do Magdy – polecam.

dscf7296

Stopniowo ludzie znikali udając się do domu. Gdy zapadły ciemności też zaczęliśmy się zbierać. W tym momencie najważniejsza rzecz to oświetlenie, dlatego też każdy wyciągał i montował lampki. Przed drogą sprawdzaliśmy czy wszystko działa – wygląda że tak.

dscf7297

dscf7298

Jadąc w ciemnościach zostawialiśmy za nami wymalowane zachodzącym słońcem niebo.

dscf7302

Nie sposób było nas nie dostrzec – świeciliśmy jak choinka 🙂

dscf7303

Moc przedniej lampki jednego z kolegów była naprawdę powalająca.

dscf7308g

Gdy dotarliśmy do Lubonia najpierw pożegnaliśmy się z Gosią i Grzegorze, a po chwili z Anitą i Robertem. Dalej drugi Robert nadał tempo i pędziliśmy aż do wiaduktu na Dolnej Wildzie skąd rano startowaliśmy. Tutaj każdy pojechał już w swoją stronę.

Na ognisku zabrakło mi tylko ekipy z mocnego MTB – domyślam się, że mieli jakieś zawody.

Chciałbym w jednym zdaniu podsumować ten dzień, ale to może być bardzo trudne – jednak spróbuję.

To był dla mnie i myślę, że mogę się wypowiedzieć za całą ekipę Zgrupki Luboń zaszczyt być częścią Forest Run.

To był dobry dzień 🙂