Wieczorna szosa

Poranek był bardzo przyjemny, pojawił się chłodny wiaterek jednak już około godziny 9 słońce zaczynało ponownie grzać i tak przez cały dzień. Postanowiłem więc wieczorem wybrać się na małą szosową rundkę. Wstępnie umówiłem się z kumpelą, jednak coś jej wypadło i pojechałem sam. Patrząc na niebo wydawało mi się, że o godzinie 19 słońce jeszcze nieźle grzeje, na szczęście się pomyliłem, było całkiem przyjemnie. Nie zastanawiałem się długo gdzie pojechać i ruszyłem przed siebie. Jechało się bardzo dobrze, im dalej odjeżdżałem od domu tym samochodów było mniej, jakby znikały robiąc mi fajną przestrzeń.

Nie jechałem za szybko, za to z wysoką kadencją by z jednej strony nie obciążać nogi, a z drugiej pracować nad wydolnością, która w ostatnim czasie spadła nieomal do zera. Dla mnie to coś nowego, przez całe życie jeździłem na twardych przełożeniach co oczywiście było błędem, więc teraz jest czas na naukę dobrych wzorców (lepiej późno niż wcale). Jadąc uśmiechałem się do siebie ciesząc się z każdego obrotu korbą, a było ich całkiem sporo na minutę 🙂

Co jakiś czas mijał mnie samochód, poza tym jechałem sam. Kilka razy wyprzedził mnie jakiś kolaż, innych jadących w przeciwną stronę pozdrawiałem. Jadąc przed siebie dojechałem do Dopiewa, przypomniało mi się, że od jakiegoś czasu mieszka tu moja dobra kumpela, ale niestety nie odbierała telefonu, a ja nie znałem adresu – może innym razem się uda.

Licznik pokazywał mi 15km, kiedyś uznałbym to za rozgrzewkę, teraz to informacja, że czas wracać. Tak dobrze mi się jechało tą drogą, że postanowiłem zawrócić i jechać po własnych śladach. Na jednym ze skrzyżowań bezmyślnie pojechałem kierując się tablicą Poznań i tym sposobem wylądowałem w Dąbrówce, dalej pojechałem w stronę Skórzewa i do domu. Ostatecznie wyszło tyle samo kilometrów.

To był przyjemny wieczór.