Kolejny poziom

Upalne popołudnie, niebo pozbawione najmniejszej chmurki zabieram banany, wodę i ruszam na spotkanie ze zgrupką luboń. Po raz pierwszy jadę na grupę BASIC. W styczniu gdy powstawała grupa MTB przyjechało 7 osób i tak zaczęła się moja przygoda ze zgrupką – zaczynałem od grupy MTB sport.
Później doznałem kontuzji, która uniemożliwiała mi mocniejszą jazdę, także wtedy kilka razy spotkałem się z ekipą grupy rekreacyjnej FUN. Z czasem musiałem sobie zrobić całkiem przerwę i zająć się rehabilitacją. Nie był to dla mnie przyjemny czas – bez roweru było smutno, miałem dużo czasu na rozmyślanie.
Dzisiaj zaliczam kolejny poziom wtajemniczenia – tym razem grupa BASIC 🙂 Jadąc na spotkanie momentami czułem się jakbym wchodził do piekarnika, jednak jazda rowerem sprawiała tak wielką radość, że zapominałem o upale bijącym z nieba.

Gdy dojechałem na miejsce spotkania (na Starołęce), nieźle się zaskoczyłem. Z ekipy, którą znałem były tylko dwie osoby, po chwili dojechała jeszcze Sandra, która przewodzi teraz grupą BASIC. Pozostali byli dla mnie kompletnie obcy, nawet z widzenia ich nie kojarzyłem. Oni pewnie myśleli to samo o mnie – co do za koleś…

Gdy wszyscy już się nagadali ruszyliśmy w kierunku Warty, chwilę później odbiliśmy ze ścieżki rowerowej w dużo przyjemniejszy teren.


Spokojnie jechałem na samym końcu nie przejmując się, że inni odjechali daleko do przodu. Przyjemną, częściowo zacienioną ścieżką dojechaliśmy do Lubonia. Z oddali dobiegały damskie głosy – wiadomo kobiety to niezłe gaduły 🙂 Pogadaliśmy sobie trochę z Bartkiem jednak on już w Luboniu odbija.
Czerwone – czekamy 🙂

W Luboniu, tradycyjnie za sklepem odbijamy w lewo i wracamy ponownie nad Wartę. Cała ekipa pojechała do przodu, a ja z Sandrą spokojnie kręcimy za nimi 🙂 Dalej jedziemy Nadwarciańskim Szlakiem Rowerowym, w lesie jest bardzo przyjemnie.

Bardzo lubię tą trasę mimo, że wiele razy tym szlakiem jechałem on się nie nudzi, zawsze jest tu coś nowego do okrycia. Najlepiej gdy się tu jedzie z większą prędkością, no ale teraz niestety nie mogę sobie poszaleć – a bardzo mi tego brakuje. Nie jest to trudna ścieżka, ale przy dużej prędkości to już się robi fajna zabawa, korzenie, niewielkie podjazdy i zjazdy.
Przyjemne miejsce na mała przerwę, nawodnienie organizmu.


Szybki support i w drogę.

Ekipa znowu odjechała do przodu, a ja zamykam tyły. Gdy dojechaliśmy z Sandrą do jednego z mostów reszta już za nami czekała.


Wszyscy ładnie się ustawili do zdjęcia więc im zrobiłem 🙂

Po jakimś czasie wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń, drzewa wpatrzone w niezmiennie czyste niebo stoją nieruchome wyczekując wiatru.

Pół godziny później dojeżdżamy do Puszczykówka gdzie robimy sobie dłuższą przerwę w lodziarni, uzupełniamy też zapasy płynów w pobliskim sklepie.

W planie jest podjazd na Osowa Góra, jednak jest już późno, poza tym nie mogę przeforsować swojej nogi, a prowadzić rower to żadna przyjemność – rezygnuję i wracam sam drogą do Poznania.
Dzięki wszystkim za miłe spędzony czas.

