Zakamarki Fortu 4a

Około godziny 11 ruszyłem w kierunku Malty na spotkanie Zgrupki Luboń – dzisiaj w planach było zwiedzanie z przewodnikiem Fortu 4a. Jechało się bardzo przyjemnie, słońce jeszcze nie było w pełni rozgrzane. Na ścieżkach rowerowych panował niezły ruch – mimo, że bardzo lubię śmigać po dzikich ścieżkach gdzie jestem tylko ja, mój rower i natura to jednak takie widoki cieszą. Coś się zmienia, zmienia na lepsze 🙂 Spokojnym tempem dojechałem do Jeziora Maltańskiego.

Gdy wjechałem na mostek kierując się na miejsce spotkania z oddali dojrzałem Anitę – od razu moją twarz oblał ogromny uśmiech. Gdy podjechałem bliżej stali tam także Magda, Grzegorz, Robert – ludzie, z którymi nie widziałem się od zimy, poza oczywiście Magdą, która pomogła mi wrócić na rower.

Z bliskimi ludźmi nie potrzeba słów – wystarczy spojrzeć na siebie i od razu wpadasz w radosny stan. W przyjemnej atmosferze oczekiwaliśmy na pozostałych uczestników naszej wycieczki i oczywiście na przewodnika, który poprowadzi nas w kierunku Fortu 4a.






Gdy zebrała się spora grupka ruszyliśmy za Panem Konradem (Prezesem Porozumienia dla Twierdzy Poznań). Z uwagi na niezbyt długą trasę kręciliśmy w kółko kilometry by się trochę zmęczyć 🙂


Nasz przewodnik nie prowadził nas ulicami, tylko ciekawymi ścieżkami. Jadąc wzdłuż Cybiny w bliskości z naturą nie można było się nudzić.




Po chwili nieoczekiwanie znaleźliśmy się na jednym z moich ulubionych mostów. Most Biskupa Jordana – charakterystycznie czerwony, pięknie kontrastujący z błękitem nieba i całym otoczeniem jest miejscem wielu spotkań rowerzystów. Rzekłbym, że most ten jest bardzo fotogeniczny 🙂





Następnie udaliśmy się do Śluzy Katedralnej, która jest obiektem hydrotechnicznym Twierdzy Poznań.


Przy każdym postoju przewodnik opowiadał nam o strategicznym znaczeniu poszczególnych miejsc na naszej trasie. Pięknymi uliczkami skierowaliśmy się do Ostrowa Tumskiego gdzie stała makieta całej okolicy. To ciekawe, wiele razy mijałem to miejsce i do dzisiaj nie wiedziałem o istnieniu tej makiety.

Jadąc dalej przejechaliśmy ponownie przez czerwony most i zagłębiliśmy się w piękne nadwarciańskie ścieżki.




Ostatnimi czasy natura pokazała swoją siłę tworząc takie oto obrazki.


Po drodze załapaliśmy się na pyszne i bardzo słodkie mirabelki.

Nie brakowało naturalnych przeszkód, które były dodatkiem do ciekawych opowieści naszego przewodnika.




Do naszej grupy dołączył 3 letni Joachim, któremu jak widać wycieczka także bardzo się podobała.

Nie zabrakło też usterek na trasie w postaci złapanej gumy. Jak to Robert powiedział – gdy ja jestem to zawsze musi być chociaż jedna pana 🙂 Ale sprawny serwis i jedziemy dalej.

I dojechaliśmy do naszego miejsca docelowego – Fortu 4a. Został zbudowany w latach 1878–81, jest zachowany w najlepszym stanie technicznym spośród fortów uszkodzonych po wojnie.


Od razu poczułem się tu bardzo dobrze, uwielbiam takie miejsca, a po chwili okazało się, że znam to miejsce nie koniecznie od strony historycznej…

Korzystając z chwili przerwy poszedłem zwiedzać okolicę – z góry też jest bardzo fajny widok 🙂

W niewielkim pomieszczeniu Pan Konrad opowiadał nam o historii i znaczeniu poszczególnych miejsc wskazując na mapie istotne punkty. Wszyscy z zaciekawieniem wsłuchiwali się w głos przewodnika, który z humorem przekazywał swoją wiedzę.



Pod fortem zorganizowaliśmy rowerowy parking.

W przerwach były zabawy – patyk najlepsza zabawka.

Mimo, że rowery były pozapinane Maria postanowiła przy nich zostać – wielkie dzięki, to się nazywa mieć cierpliwość. Ruszyliśmy za przewodnikiem leśnymi ścieżkami.

Po chwili dotarliśmy do wejścia, które prowadziło do podziemi. Z każdą chwilą zagłębialiśmy się coraz bardziej w klimatycznym tunelu. Panująca wilgoć sprawiała, że ściany skraplały się i momentami szliśmy po niewielkiej wodzie.






Nie wiem czy to na widok żaby, czy z innego powodu co jakiś czas słyszałem z oddali piski dziewczyn 🙂

Po chwili dotarliśmy do większego pomieszczenia.


Pan Konrad opowiadał o tym miejscu i przy pomocy animacji pokazywał działanie sprzętu bojowego z tamtych czasów.


Drzwiczki strzelnicze rzeczywiście były bardzo ciężki 🙂

W kolejnym pomieszczeniu na ścianach wisiały piękne fotografie. Pan Konrad opowiadał jak zbiegiem czasu unowocześniają to miejsce by było bardziej funkcjonalne i prostsze w eksploatacji, bo w końcu odbywają się tu spotkania ludzi, którzy pasjonują się fortyfikacją. Temperatura tu panująca przypomina mi tą z jaskiń, więc co niektórym było trochę chłodno, ale wsłuchując się w opowieści przewodnika chyba większość o tym nie myślała.


Po miłym spotkaniu w podziemiach czas wracać na powierzchnię.



Po chwili wszyscy zamienili się w leśnych ludzi 🙂

Dalej podążyliśmy za przewodnikiem przedzierając się przez gęste krzewy i zarośla.




Uwielbiam takie miejsca, gdzie można się na coś wdrapać, albo poszukać czegoś w ciemnościach. Czułem się trochę jak na wycieczce szkolnej, od dziecka zawsze musiałem wszędzie wejść, wszystko zobaczyć, dotknąć poczuć – lubię odczuwać świat każdym zmysłem.


A to jest kawałek sufitu – mocna rzecz 🙂

Pełno tu ciekawych ścieżek i miejsc, które mogą zachwycać i inspirować.


Doszliśmy do punktu strzelniczego, do środka którego wchodziły trzy osoby obsługujące potężny karabin.




Było pod górkę to teraz z górki.


Natura zawsze potrafi zaskoczyć.



Na koniec wycieczki poszukiwaliśmy kamieni granicznych.

Dziękuję wszystkim za miło spędzony czas 🙂

