IV Bieg po Schodach Collegium Altum

Minął rok od poprzedniego startu na schodach w Collegium Altum. Rok temu mówiłem, że mi wystarczy, ale jak widać nie, bo ponownie się zapisałem na te specyficzne zawody. Tym razem znacznie później zacząłem swoje przygotowania typowo pod schody. Ale ten rok miałem bardzo aktywny, więc raczej sobie poradzę. To chyba jedyne zawody, podczas których zależało mi na czasie – zwłaszcza, że tutaj liczą się sekundy. Miło by było utrzymać swoją pozycję z zeszłego roku.

Tym razem w pracy nie było chętnych, by podjąć to wyzwanie. Czyżby wszyscy przyzwyczaili się do windy? Zgłosił się tylko Zygmunt, niestety krótko przed zawodami spękał. Wysłał natomiast na swoje miejsce Adama. Jeśli ktoś zna tego gościa, to wie, że jego nie trzeba za bardzo namawiać. Duży człowiek o jeszcze większym sercu – uwielbiam go! Zaprosiłem też do zawodów Krzysia, jednego z 4 szwagrów. Po chwili zastanowienia podjął wyzwanie.

Dzień przed starem podjechałem po numer, by nie czekać za długo w kolejce tuż przed zawodami. Jedna z Pań wydających numery wraz z chipem też startowała. W tym roku przypadł mi start na pozycji 181. Natomiast lista startowa zajmowała ponad 300 pozycji.

dscf2737

Położyłem się dość wcześnie spać, ale wiele razy w nocy się budziłem. Poza tym śniły mi się przez cały czas schody. Ciekawe czy to dobrze 🙂 Rano klasycznie już płatki z bananem i w drogę – kierunek Uniwersytet Ekonomiczny. Tym razem dość późno zaczął się stres przedstartowy, bo dopiero po drodze zaczęło mnie skręcać w brzuchu. Krótko po wejściu, ktoś zawołał z balkonu. To był Bartek, z którym wiele razy spotykałem się na rowerowych wypadach Zgrupki Luboń. Miło było się spotkać po tak długim czasie. W takim razie jest nas czterech – pokażemy wszystkim jak się biega po schodach. Co prawda dla mnie był to już trzeci start, dla pozostałych to był debiut na tego typu biegu.

Z naszej czwórki startowałem pierwszy, Adam natomiast zabezpieczał tyły.

img_1988

Zawodnicy bili puszczani jak co roku w 15-sekundowych odstępach. Ale jak zwykle mijało to znacznie szybciej ponieważ część nie stawiła się w wyznaczonym czasie, przez co musieli startować z końca kolejki. Duże napięcie w powietrzu, choć energię miałem bardzo dobrą w sobie. No to lecimy – zobaczymy jak daleko, a raczej jak wysoko nogi poniosą.

img_1998

img_2000

Po przekroczeniu mety rozpoczynającej zliczanie czasu ruszyłem ostro do przodu. W okolicach 4 piętra minąłem już pierwszych zawodników, który albo mieli już dość, albo taka była ich strategia na pokonanie 17 kondygnacji. Bardzo szybko przelatywały mi przed oczami numerki z kolejnymi piętrami. Gdy mijałem czternaste, nogi bardzo osłabły – mówiąc wprost stały się ciężkie i już dość mocno zakwaszone. Dlatego każdy kolejny krok był dla mnie bardzo dużym wysiłkiem. Jednak nie zatrzymywałem się i biegłem dalej, oczywiście znacznie wolniej. Byłem świadomy, że tym razem nie pójdzie mi już tak dobrze jak w zeszłym roku – takie miałem odczucia.

Mijając 16 piętro moje nogi były już rozgrzane do czerwoności – ale za chwilę będzie meta. Jeszcze tylko przebiec przez korytarz i koniec. Dzięki za fotę w akcji.

6exnd7
fot. lepszyPOZNAN.pl

Ania czekała na mnie tuż za metą. Po jej przekroczeniu odwróciłem się, by zobaczyć swój czas i byłem w szoku. Poprawiłem czas o 5 sekund. Byłem mega zadowolony. Po chwili zjechaliśmy na dół windą. Niedługo miał startować Krzysiu.

img_2002

Niezbyt dobrze się czułem, muliło mnie w żołądku. Poza tym teraz już wiem po co rozdają jabłka na mecie. Od suchego powietrza i braku tlenu na klatce schodowej w gardle strasznie gryzie. Nieprzyjemne uczucie, a jabłko tak mi się zdaje ma to uczucie złagodzić nawilżając gardło.

Maja jak zawsze szalała i przy okazji polerowała podłogę 🙂

Przyszła kolej na Krzysia – no to go.

img_2013

img_2015

Zjechał po kilku minutach z wielkim uśmiechem na twarzy – wyglądał jakby w ogóle się nie zmęczył, a przecież biegł aż do końca. Chwilę później na starcie odliczał sekundy Adam. Człowiek, który w pracy zawsze roznosi dobrą energię po całym budynku. Tutaj jednak trzeba na niego uważać i lepiej, by nie ruszał poręczy. Bo jak szarpnie na 1 piętrze to Ci dobiegający do mety mogą poczuć lekki wstrząs.

img_2016

img_2018

Choć wrócił zmęczony podobnie jak ja z rozpalonymi czwórkami, to z uśmiechem od ucha do ucha. Oboje poczuli ten klimat, co mnie bardzo cieszy. Natomiast Bartek gdzieś zniknął w tłumie.

img_2021

Gdy wszyscy ukończyli już swój bieg rozwieszone zostały oficjalne listy z wynikami eliminacyjnymi. Z tego najlepsza szóstka Pań i Panów będzie za chwilę ponownie rywalizowała ze sobą o miejsca na podium. Ja wiedziałem już, że ponownie jak w zeszłym roku zająłem 1 miejsce w kategorii M40. Tym tym razem jednak poczekamy na dekorację.

Tak jak w latach ubiegłych start finałowy pokazuje dopiero jaki ludzie mają w nogach power. Tu padają kolejne rekordy. Przeszliśmy do sali, gdzie miało być ogłoszenie wyników. Chwilę poczekaliśmy, aż najlepsi dobiegną do mety i rozpoczęła się ceremonia dekoracji.

Dziwne było dla mnie uczucie, gdy wyczytali moje nazwisko pośród najlepszych.

img_2035

A na koniec dwa dziki 🙂

img_2040

Jak pokazują lata ubiegłe, chyba największy potencjał nie jest u mnie w rowerach czy długich biegach ale mocnych sprintach. Oczywiście patrząc na ten bieg już widzę elementy do poprawy. Wiem, że da się to zrobić jeszcze szybciej.

Ostatecznie miejsce open: 20/248 i 1 w kategorii M40 z czasem 01:47

Kolejna dawka dobrej energii.