V Grand Prix Dziewiczej Góry w Biegach Górskich 2/6 – dobra energia

Kolejny start na Dziewiczej Górze to dobry czas i miejsce, by doładować akumulatory dobrą energią. W ciągu doby temperatura mocno spadła i o 6 rano termometr na balkonie pokazał -3 stopnie. Tym razem dziewczyny zostały w domu, także ruszyłem tramwajem na spotkanie z Adamem. Należy do tych ludzi, na których zawsze można liczyć. Zsynchronizowaliśmy się idealnie, także ruszamy z Piątkowa na Dziewiczą Górę.

Gdy dojechaliśmy na miejsce na parkingu było jeszcze sporo wolnych miejsc. Po wyjściu z samochodu od razu poczuliśmy zimowy powiew chłodu – temperatura była bliska zeru. Czapki i rękawiczki były mile widziane.

dziewicza_gora_02

Chwilę później dołączył do nas Fabian, który ominął pierwszy start, dlatego mierzenie się z tą wymagającą trasą będzie dla niego przyjemnym zaskoczeniem. Fabian to twardy zawodnik – jak widać temperatura bliska zeru nie zrobiła na min wrażenia. Po kilku minutach dołączyła do nas Agnieszka, która wraz ze swym pięknym psiakiem Belą, będą nam kibicować na trasie.

dziewicza_gora_03

Zobaczymy czy tym razem to będzie także mój szczęśliwy numerek.

dziewicza_gora_04

Gdy pojawiła się reszta ekipy polecieliśmy w las, by się rozgrzać, a później dołączyliśmy do wspólnej rozgrzewki. Z każdą chwilą na starcie robił się coraz większy tłok – dobra energia już na starcie 🙂 Ostatnie minuty, sekundy i ekipa na 5 km ruszyła na trasę. Sam czekając na start biegu na 10 km dołączyłem do drugiej wspólnej rozgrzewki.

dziewicza_gora_05

11:15 ruszyłem z ekipą czarnych – jak zwykle zacząłem bardzo spokojnie na tyłach. Pomimo dobrej rozgrzewki czułem jeszcze na ciele niską temperaturę, ale po zaliczeniu kilku górek odczucia są już całkiem inne. Sprawnie pokonałem podbiegi, a na zbiegach rura do przodu – biegło mi się bardzo dobrze. Kończąc pierwszą pętlę minąłem Agnieszkę, która nam kibicowała wraz z Belą. Tak się na nich zagapiłem, że źle położyłem stopę i ją wykręciłem. Na szczęście jest ok – ból po kilku minutach minął.

dziewicza_gora_06
fot. Agnieszka

No to czas na kolejną pętlę – druga jest znacznie trudniejsza, pomimo sporych rezerw energetycznych narastające zmęczenie dawało się we znaki. Z pokonaniem najdłuższego podbiegu nie miałem żadnego problemu, potem szybki zbieg i do przodu. Mijając miasteczko zawodów skręciłem ponownie do lasu, gdzie czekał ostatni najtrudniejszy podbieg. Tym razem jego pokonanie już tak sprawnie mi nie poszło, ale walczyłem do końca.

No i czas na killera, czyli najmocniejszy zbieg, na którym można dużo zyskać bądź stracić. Już tylko kilkaset metrów zostało do mety, biegnę równo. Ostatnie zapasy energii zostawiam na sprint. Kawałek za zakrętem ruszyłem jak zwykle ile się da, wyprzedzając kilka osób. Tym razem nikt nie chciał ze mną powalczyć na ostatnich metrach – szkoda.

Ekipa startująca na 5 km już na mnie czekała. Fajnie zobaczyć te uśmiechnięte i zadowolone gęby. Niezależnie od czasów, jakie każdy z nas wykręcił myślę, że start w tych zawodach daje każdemu z nas dużego, energetycznego kopa.

dziewicza_gora_07
fot. Adam

dziewicza_gora_08
fot. Adam

Fabian jak przystało na twardziela, pomimo kontuzji na 3 km ukończył swój pierwszy start na tej pięknej trasie. Adam totalnie mnie pozytywnie zaskoczył, poprawiając swój czas o ponad minutę – wielki szacun!

dziewicza_gora_09

Pomimo, że Dziewicza Góra leży w Wielkopolsce to zarówno trasa jak i otaczający nas klimat daje nam piękną namiastkę gór.

dziewicza_gora_10
fot. Adam

dziewicza_gora_11
fot. Adam

Zbieranie kolejnych klocków tej pięknej układanki daje niesamowitą radość i napełnia każdego z nas czystą i bardzo dobrą energią. Dzięki wszystkim za kolejny start – było super.