Poznańska Masa Krytyczna poraz pierwszy

Już od dawna chciałem dołączyć do ludzi spotykających się co miesiąc na poznańskim rynku. Zawsze jednak byłem pochłonięty innymi sprawami. Teraz nadszedł czas kiedy mogłem się temu poświęcić. Trochę wody do bidonu, światła włączone, kamizelka jest i w drogę. Jest przed 18, z nieba mży, jest zimno, mało rowerowa pogoda, ale jadę na moją pierwszą Poznańską Masę Krytyczną z uśmiechem na twarzy. W oddali na znakach odbija się światło mojej mrugającej lampki, to chyba znak, że dobrze mnie widać. Wszystko było fajnie, a tu nagle coś dziwnie mi się jedzie, pana. Ostatnio mam coś pecha, jeśli chodzi o łapanie gumy oczywiście. Poza tym samo szczęście:-)
No to zmieniamy dętkę. Po chwili dętka wypełnia się powietrzem, jednak powolnie to idzie. Moja stara pompka coś chyba szwankuje. Po jakiś 10min nie wygląda to dobrze, nie wiele powietrza wpłynęło do środka. Chyba będę musiał wracać, jeszcze kilka ruchów pompką by jakoś się doczłapać rowerem do domu.

Chyba będę musiał poczekać na kolejne spotkanie. Tak czasem bywa.